Pokazywanie postów oznaczonych etykietą newgrange. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą newgrange. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 grudnia 2013

Trzy tysiące lat przed Wigilią

Kilka minut temu we wschodniej Irlandii wzeszło słońce. Zaczął się dzień po najdłuższej nocy w roku. Czy ktoś zauważył, że coś ważnego właśnie się wydarzyło?

Dzisiejszy wpis związany jest z największą tajemnicą, którą kryje historia Irlandii. Przenoszę Was teraz w czasie o ponad 5000 lat wstecz. To 3200 lat przed Betlejem, tysiąc lat przed Abrahamem, sześćset lat przed egipskimi piramidami. Na wzgórzach doliny Boyne wokół grobowców korytarzowych gromadzą się ludzie czekając na wschód słońca. Jestem pośród nich z moim aparatem.



Na niebie jest trochę chmur ale w tym roku powinno się udać. Słońce powoli wynurza się zza horyzontu, wznosi się i zaczyna rozdawać światu swój blask. Skończyła się najdłuższa w roku noc, od teraz dni znowu zaczną się wydłużać.







Jestem wraz z kilkoma osobami we wnętrzu ciemnego grobowca i czekam aż promienie słońca oświetlą wejście do długiego korytarza i potem dojdą aż do jego końca, gdzie siedzę w kucki. Słońce wznosi się na nieboskłonie i powoli wpełza do wnętrza wzgórza. Jest trochę przed dziewiątą.



Korytarze w grobowcach korytarzowych są różnej długości. Ten w Newgrange jest bardzo wąski i ma 19 metrów. Knowth ma korytarz dość szeroki i długi na 40 metrów. W Loughcrew - tylko 6 metrów, też dość wąsko.



Słońce dochodzi do wnętrza grobowca i oświetla komorę, gdzie ponad pięć tysięcy lat temu pochowano kilka osób. Siedzę tam w środku i widzę oświetlone pomarańczowym blaskiem wschodzącego słońca twarze innych osób. Widzę łzy wzruszenia. Patrzę na ścianę z zagadkowymi symbolami wykutymi w epoce kamienia. Czuję neolityczne misterium.



Kto zbudował te grobowce? Po co? Jak? Ludzie w tamtych czasach nie znali ani koła, ani metalu, ale w jakiś sposób do Newgrange przyciągnięto tysiące ton kamieni i ułożono je w wielki kopiec z korytarzem. Ludzie mieszkający w szałasach okrywali się zwierzęcymi skórami, ale korytarz został wytyczony tak dokładnie, że wschodzące słońce jest w nim tylko przez 17 minut. A najkrótszy dzień w roku jest krótszy od sąsiedniego tylko o DWIE sekundy. SKĄD oni to wiedzieli? ILE LAT zajęło im obserwowanie praw natury, żeby zbudować coś takiego? Jak to możliwe?



Grobowce korytarzowe miały pewnie związek z przechodzeniem dusz do innego świata. Promienie słońca wschodzącego po najdłuższej nocy zabierały 
dusze na drugą stronę. Zapewne towarzyszyły temu jakieś ceremonie związane z oczekiwaniem na pojawienie się słońca. Ale to tylko domysły naukowców. 

Po 17 minutach słońce cofa swoje promienie z wnętrza i w grobowcu zapada mrok na kolejny rok. Pora wychodzić. Zaczął się dzień po najdłuższej nocy.



Po cywilizacji, która zbudowała grobowce korytarzowe nie zostały żadne inne ślady poza samymi grobowcami oraz tajemniczą małą głową wyrzeźbioną w krzemieniu (do zobaczenia w Muzeum Narodowym). Cała reszta to przypuszczenia i hipotezy. Może dusze, może czary, może kosmici. Symbolem Newgrange jest potrójna spirala wyrzeźbiona w ogromnym kamieniu przed wejściem do megalitycznego grobowca. Być może oznacza, że w tym miejscu łączy się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Dopóki słońce będzie wschodzić.



Przypis: W grobowcu Newgrange nie wolno robić zdjęć, dlatego oprócz własnych zdjęć z jesiennego zrównania dnia i nocy w Loughcrew skorzystałem z fotografii ze stron mythicalireland.com, newgrange.com, knowth.com.


Więcej o Equinox w tym roku:

Irish Times
telewizja RTE
Winter Solstice Report
Przesilenie zimowe

niedziela, 23 grudnia 2012

A tymczasem w Newgrange

Podczas gdy 21 grudnia niektórzy wypatrywali oznak końca świata, w Newgrange jak co roku oczekiwano wschodu słońca. Cykliczność w przyrodzie dała się zauważyć dawno temu, bo Newgrange zbudowano przed 5 tys lat, na dłuuugo przed powstaniem cywilizacji Majów. Tu w najkrótszym dniu roku promień wschodzącego słońca powinien wślizgnąć się przez otwór nad wejściem i przez 19 metrowy wąski korytarz oświetlić wnętrze grobowca na 17 minut. 

Aby to zobaczyć trzeba mieć dużo szczęścia - najpierw zostać wylosowanym spośród kilkudziesięciu tysięcy uczestników loterii a potem słońce musi wyjrzeć zza horyzontu bez udziału chmur i mgły bo wtedy cały misterny plan bierze w łeb.   

Przed wejściem do Newgrange spoczywa głaz z wyrzeźbionymi trzema spiralami - symbolami cykliczności. Za rok znowu będzie najkrótszy dzień. 

Video from the Irish Times. KLIK

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Gallarus Oratory - kościół dla cudzoziemców

Jest w Irlandii pewna kaplica, która powstała dla przybyszów z odległych stron. To Oratorium Gallarusa czyli po irlandzku "Seipeilin Ghallarais" a po angielsku "The Church of the Place of the Foreigners"
  
Gallarus Oratory jest najlepiej zachowanym wczesnochrześcijańskim kościołem w Irlandii. Nigdy nie wymagał remontu, chociaż zbudowano go tylko z płaskich kamieni, bez zaprawy. Jego prostota i trwałość są zdumiewające. Kamienie ułożono w taki sposób aby woda zawsze spływała na zewnątrz. Tą samą techniką zbudowano grobowce korytarzowe np. Newgrange.  
  
Wąski otwór wejściowy i jedno małe okienko, w środku nie ma nic więcej. Ponad metrowej grubości ściany biegną ku górze i zwężając się tworzą jednocześnie spadzisty dach. 
  
Nie wiadomo dokładnie kiedy zbudowano Gallarusa, bo naukowcy nie są zgodni, a rozbieżności w podawaniu wieku budowli to 600 lat! Ja lubię wierzyć, że kamienne oratorium zbudowano w VI wieku.
  
Trudność w ustaleniu czasu powstania Gallarusa wynika z tego, że nie bardzo jest tę budowlę z czym porównywać - podobnych architektonicznie budynków po prostu nie ma. Surowiec to same kamienie położone na sobie - pewnie są starsze od samej kaplicy nawet o kilka tysięcy lat. To tak jakby ktoś chciał ustalić wiek kamiennych murków...
  
Być może dzięki swojej pięknej doskonałości, a może dzięki nazwie - Kościół dla Cudzoziemców nie został nawet tknięty przez Wikingów ani Anglo-Normanów, którzy okoliczne zabudowania klasztorne roznieśli w pył. Mimo, że Gallarus Oratory stoi prawie na końcu półwyspu Dingle, to cały czas przybywają tu ludzie z różnych krajów. "The Church of the Place of the Foreigners" - spełnia doskonale swą rolę zgodnie z nazwą już od piętnastu wieków. Oby stał wiecznie.

Zdjęcia pochodzą ze strony www.wrobels.pl - za zgodę na ich wykorzystanie dziękuję obu autorom.

niedziela, 8 maja 2011

W dolinie rzeki Boyne

Starzy pasterze powiadają, że całą historię Irlandii wytyczają pomniki stojące w jednej tylko dolinie - The Boyne Valley. Pośród soczystej zieleni tuż obok siebie stoją jedyne w swoim rodzaju kamienne monumenty i budowle z każdego ważnego dla Irlandii okresu. W tej wyjątkowej podróży przez tysiąclecia towarzyszyć będzie nam tylko szum wody, szelest traw i szept wiatru. 
  
W dolinie Boyne osiedlili się pierwsi osadnicy, którzy z kontynentu przybyli do Irlandii tysiące lat temu. Rzeka była od zawsze głównym traktem w głąb dzikiej i zalesionej wówczas wyspy. Na obu jej brzegach powstawały pierwsze osady i kolejne cywilizacje, tu kwitły pierwsze celtyckie sagi i mity. W dolinie rzeki Boyne zaczynały się i kończyły kolejne podboje Zielonej Wyspy. Tu też zaczęła się moja przygoda z Irlandią. W tej przyjaznej dolinie spędziłem ostatnie cztery lata i tu poznałem wszystkie wzniesienia, grobowce, zamki, klasztory, okrągłe wieże, stare manuskrypty, irlandzkie legendy i celtyckie krzyże.
  
Do naszych czasów przetrwał tylko jeden z siedmiu cudów całego starożytnego świata - piramida Cheopsa. Wkrótce po przybyciu do Irlandii odkryłem cuda jeszcze starsze - o jakieś 1000 lat. Były to tajemnicze kopce w dolinie Boyne. Zbudowane po to, by witać lub żegnać słońce - wtedy jeszcze boga Słońce. Dałem się porwać temu pogańskiemu rytuałowi. Czekanie na wschód słońca na końcu długiego korytarza we wnętrzu góry podczas najkrótszego dnia w roku było jak podróż w czasie. Zobaczenie tego wschodu na własne oczy było dla mnie bezcenne.
 Neolityczne grobowce: Newgrange, Knowth i Loughcrew
Po przybyciu do Irlandii szybko zorientowałem się, że jej historię najlepiej przechowują kamienie. W dolinie Boyne znalazłem mnóstwo kamieni rozrzuconych gdzieś po łąkach i polach. Każdy z nich był już wcześniej odnaleziony, nazwany i opisany. Z wyjątkiem jednego, który nazwałem sam. W podzięce kamień wygrał dla mnie konkurs fotograficzny :) 
 
Dziurawy kamień Hurlstone, kamień Kingsmountain, grobowiec Fourknocks  i "mój" własny menhir
Dolina Boyne to wschodnie hrabstwa Louth i Meath. Najsuchsze tereny Zielonej Wyspy, idealne do uprawiania pierwszych zbóż przez neolitycznych farmerów. W przerwach między swoimi codziennymi zajęciami wznosili oni niecodzienne kamienne rzeźby, które do dziś można oglądać na polach współczesnych farmerów. 
 Grobowiec Loughcrew, kamienny krąg, celtycki krzyż
W czasach Celtów najważniejsze funkcje w społeczeństwie sprawowali "leśni kapłani" - druidzi. Od rana do nocy i od narodzin do śmierci to oni wyznaczali rytm życia, wszelkie prawa i obrzędy. Królowie Irlandii rządzili krajem ze wzgórza Tara a leśni druidzi mówili im jak to robić. W sam środek tej hierarchii wkroczył św. Patryk ze swoją Dobrą Nowiną. Na sąsiednim wzgórzu Slane zapalił w 433 roku wielkanocny płomień, który do dziś uważany jest za moment wprowadzenia chrześcijaństwa w Irlandii. Wzgórza Tara i Slane leżą po przeciwnych stronach rzeki Boyne, jak dwa różne światy.   

Wzgórze Tara i wzgórze Slane
Spotkanie dwóch całkowicie odmiennych religii zaowocowało powstaniem nowego symbolu chrześcijańskiego - celtyckiego krzyża. W dolinie Boyne stoją piękne przykłady kamiennych monumentów z IX wieku. Te bogato rzeźbione olbrzymy oglądać można w Kells, w Monasterboice i w Castlekeeran.
 Celtyckie krzyże w Monasterboice, w Kells i w Castlekeeran
W Kells powstała również księga z Kells, najlepiej zachowany przykład ilustrowanego średniowiecznego manuskryptu, przechowywany obecnie w bibliotece Trinity College w Dublinie. Z czasów Book of Kells pochodzą również budowle, których nie ma nigdzie indziej na świecie - okrągłe wieże. Wejście do wieży znajdowało się kilka metrów nad ziemią. Dzięki temu Wikingowie nie ukradli najcenniejszych rzeczy tamtego świata, np. księgi z Kells.
  
Po średniowiecznych irlandzkich mnichach oprócz cennych ksiąg pozostały piękne ruiny klasztorów. W dolinie Boyne najważniejsze to Bective Abbey i Mellifont Abbey. W tych murach teraz na przemian hula wiatr, świeci słońce i pada deszcz, a powoli zanikające płaskorzeźby opowiadają bezgłośnie dawne historie.
  Opactwo Bective nad rzeką Boyne
Mnisi żyjący w dolinie Boyne pozostawili dużo więcej niż manuskrypty i romantyczne ruiny. Ich najważniejszą średniowieczną rolę postaram się przedstawić niebawem.   
Klasztorów i innych ruin położonych w dolinie Boyne jest mnóstwo. Można nawet wybierać obrządek katolicki lub protestancki. Pośród spokojnych pastwisk w dolinie Boyne pojawia się zamek w Trim, słynna z filmu "Braveheart" warownia, największy anglo-normandzki zamek w Irlandii. W Trimie znaleźć można więcej średniowiecznych budynków niż w jakimkolwiek innym mieście w Irlandii. Oprócz zamku i miejskich zabudowań są tu ruiny trzech klasztorów - Augustianie, Franciszkanie i Dominikanie byli tu już w XIII wieku.  
  Zamek w Trim
Najważniejsza w historii Irlandii bitwa stoczona została właśnie nad rzeką Boyne. W przeróżnych albumach, muzeach i galeriach można dziś zobaczyć obrazy tej bitwy. Obrazy na murach w Belfaście oglądają z okna tylko protestanci, którzy tę bitwę wygrali. Na ich osiedlach nie powinien pojawiać się żaden samochód z rejestracją z katolickiej Republiki Irlandii, bo kamień zawsze wybija szybę.    
  Bitwa nad rzeką Boyne, murale w Belfaście i polski akcent bitwy
Zamek Slane nad rzeką Boyne jest założony przez Anglików. W odróżnieniu od innych zamków w ruinach - jest dobrze utrzymany. Raz na jakiś czas odbywają się tu koncerty rockowe. Pierwszym wielkim koncertem był U2 a ostatnim The Rolling Stones. Byłem wtedy bardzo blisko satysfakcji.   
  Zamek w Slane
Zamek w Slane jest dziś prywatną posiadłością podobnie jak piękny Beaulieu House - położony nad brzegiem Boyne pałac opowiadający o 350 latach swojej świetności.
  
W dolinie rzeki Boyne historię Irlandii znaczą kamienie nierzadko pokryte zielonym wszędobylskim bluszczem.

piątek, 6 sierpnia 2010

Zygzaki i kamienna głowa w grobowcu Fourknocks

Gwiazdozbiór Kasjopei ma kształt litery W. Niebo tego dnia miało piękną poświatę. Pojechałem po raz kolejny do strażnika góry – Fintana, wziąłem od niego klucz do starego grobowca, otworzyłem drzwi, odwróciłem się by popatrzeć na Kasjopeję, włączyłem latarkę i wszedłem do wnętrza.
   
Grobowiec, w którym się właśnie znalazłem ma 5 tysięcy lat i został zbudowany na szczycie wzniesienia tak, aby Kasjopeję widać było ze środka. Ktoś zbudował to jeszcze przed piramidami w Egipcie i wyrył tu swoje zygzaki na potężnych kamieniach.
  
Wewnątrz grobowca mogłoby się zmieścić co najmniej 100 osób. Jedna osoba z malutką latareczką czuje się tu samotna jak kropla wody spływająca po kamieniach. 
  
Wejście do tego grobowca z epoki neolitu położone jest dokładnie na wprost wejścia do Newgrange, gdzie w tamtych czasach raz w roku witano wstające słońce. Zdjęcia zrobiłem w blasku latareczki i przyznam, że rozglądałem się z lękiem dookoła, bo chociaż cisza tu panuje absolutna, to nigdy nie wiadomo, kto w tym olbrzymim grobowcu nagle się pojawi...
  
Oglądaniu dzieł ludzi z czasów prehistorycznych w samym środku „zimnych wzgórz Irlandii” towarzyszył dreszczyk emocji. Kamienna głowa wpasowana w kamienne wnętrze góry powiedziała mi, że nie ma się czego bać. To tylko… prehistoria...
  

sobota, 17 lipca 2010

Woodhenge

Kamienny krąg Stonehenge, który przedstawiłem poprzednio jest najbardziej znanym monumentem tego typu na świecie. Wiele mniejszych lecz równie starych i zagadkowych kręgów jest wciąż rozsianych po polach i lasach Wysp Brytyjskich. Warto wiedzieć, że kręgi te budowane były wcześniej z drewna, które do naszych czasów z wiadomych względów nie mogło się zachować. Zostały jednak po drewnianych palach regularne ślady pozwalające archeologom odtworzyć ich usytuowanie. Również w przypadku drewnianych kręgów o ich położeniu decydował kierunek wschodzącego słońca w najkrótszym i najdłuższym dniu w roku.
  
Na zdjęciu powyżej zrekonstruowany drewniany krąg przed wejściem do grobowca Knowth w Irlandii. Według badań archeologicznych wzniesiony był on jeszcze przed usypaniem zajmującego około hektara olbrzymiego kopca. W dniu 21 czerwca wschodzące słońce przechodziło najpierw pomiędzy drewnianymi palami a potem poprzez blisko 40-metrowy korytarz grobowca Knowth docierało do najgłębiej pogrążonej komory w kształcie krzyża.
  
Tam oświetlało rysunki na ścianie wykonane rękami ludzi neolitu.
  Grobowiec Loughcrew w dniu jesiennej równonocy 2008
Odwiedzając Stonehenge można wybrać się dodatkowo na wycieczkę do położonego kilka mil dalej Woodhenge – miejsca, gdzie 4000 lat temu stała budowla o podobnym charakterze, ale zbudowana z drewnianych słupów.


Odkrył ją podczas rutynowego lotu nad hrabstwem Wiltshire na południu Anglii młody pilot RAF-u. Zobaczył jakieś regularne ślady na ziemi i zrobił kilka zdjęć. Badania archeologów wykazały, że oprócz śladów wkopanych głęboko w ziemię pali znajdują się tam również kręgi z niewielkich kamieni oraz kręgi usypane z wałów ziemi. Cała konstrukcja liczy w sumie 8 kręgów i ma 85 metrów średnicy, czyli jest niewiele mniejsza od angielskiego Stonehenge i od irlandzkiego grobowca Knowth.


Obecnie w tym miejscu ślady po dawnych kręgach znaczą betonowe słupy wystające z ziemi na pół metra. Kolorami oznaczono kolejne kręgi.


Nie ma tam prawie wcale ludzi, nie ma biletów, do woli można sobie polatać nawet bez miotły.


Można też chwilkę pomyśleć, skąd w tamtych czasach ludzie wiedzieli tak dokładnie, w którym miejscu wzejdzie słońce w najdłuższym dniu roku.
 

sobota, 10 lipca 2010

Stonehenge

Stonehenge to nazwa, którą słyszał chyba każdy. Kamienna budowla powstała w epokach neolitu i brązu. Do dziś nikt nie wyjaśnił dokładnie jak ówcześni ludzie wznieśli te kamienne kręgi w południowej Anglii, dlaczego to zrobili, oraz jakie było prawdziwe przeznaczenie tej konstrukcji.
  
Kamienne kręgi Stonehenge leżą tuż przy drodze, zjeżdżając z góry widać je już z daleka. Widziałem wiele kamiennych budowli w Irlandii, ale ta jest po prostu imponująca.
  
Stonehenge składa się z kilku kręgów. Zewnętrzny ziemny wał ma średnicę ok. 100 metrów i niektórzy w ogóle go nie zauważają, bo bardziej zdumiewające i okazałe są kręgi kamienne, a właściwie to, co z nich pozostało.
  
Środkowy krąg o średnicy 29 metrów tworzyło dawniej 30 stojących kamieni zwieńczonych trzydziestoma dokładnie dopasowanymi poziomymi głazami. Krąg był niemal idealny, różnica w jego krzywiźnie nie przekracza w żadnym miejscu 5 cm. Kamienie pionowe ważą po 26 ton a poziome około 9 ton i przetransportowano je z gór Marlborough Downs leżących jakieś 20 mil na północ od Stonehenge.
  
Bliżej środka są ślady równie regularnego kręgu 60 kamieni tzw. błękitnych, wąskich, stojących głazów o wadze ok. 4 ton każdy. Przyciągnięto je tu lądem i wodą z odległej o 300 km Walii.
  
Najwyższe głazy stojące w samym środku ustawione są w kształcie podkowy otwartej na wschód. Formacje te zwane są trylitami i mają wysokość nawet 9 metrów. Każdy z kamieni waży około 50 ton.
  
Wewnątrz podkowy stoi kamień zwany ofiarnym lub ołtarzem. Nazwano go tak, ponieważ trudno jest zaprzeczyć, że Stonehenge miało tysiące lat temu poważny związek z kultem słońca.
  
Proste narzędzia – kamienne młoty, motyki z rogów jeleni, łopatki z kości łopatkowych, sznury i rzemienie, wiklinowe kosze, tratwy z pni drzew, okrągłe belki podkładane pod sanie z kamiennymi blokami… A do przeniesienia głazy ważące kilkadziesiąt ton, wielokilometrowy transport, tysiące zatrudnionych ludzi przez wiele lat, gdzie są te czasy… A jednak Stonehenge nadal stoi, a raczej wisi, zgodnie z nazwą, a milion ludzi co roku przyjeżdża je obejrzeć z bliska.
  
Teren jest ogrodzony i stanowi własność English Heritage i National Trust, więc należy kupić bilet i po przejściu tunelem pod drogą przespacerować się wokół kamiennych kręgów wzdłuż barierek postawionych w 1977 roku. Mnie akurat nie przeszkadzało, że nie mogę podejść bliżej, samo bycie w pobliżu było dla mnie wielką satysfakcją.
  
Jednak są tacy, którzy protestują przeciwko odgradzaniu od ludzi ogrodzeniem i linami tego, co jest pogańską spuścizną sprzed tysięcy lat. Jednym z nich jest niejaki John Rothwell, samozwańczy potomek druidów, który do celów swojej kampanii przyjął imię King Arthur Pendragon.
  
Nie spotkałem go osobiście, bo dwa miesiące wcześniej opuścił swoje stanowisko, które zajmował prawie rok. Facet zainstalował się w swojej przyczepie po najdłuższym dniu 2008 roku aby protestować przeciwko ograniczeniom uniemożliwiającym swobodny dostęp do kamiennych kręgów. Otoczony przez podobnych mu ludzi w druidopodobnych przebraniach osiągnął w końcu jakiś sukces.  Zawarto kompromis – droga, którą tu przyjechałem będzie puszczona tunelem, dzięki czemu miejsce zyska czysty pejzaż.
  
Ludzie będą mogli swobodnie przejść pomiędzy kamieniami, ale przywiozą ich tu specjalne minibusy z przewodnikiem z odległego o dwa kilometry parkingu, a bilety będą pewnie dwukrotnie droższe. Coś za coś.
  
Lepsze to, niż barbarzyńskie zwyczaje z XVIII wieku, kiedy w pobliskiej wiosce można było wypożyczyć małe młoteczki, aby odkuć sobie kawałek piaskowca na pamiątkę. Lepsze to, niż poligon dla RAF-u, który tu właśnie testował nocne fotografowanie z samolotu w czasie II wojny światowej.
  
Tajemnicze Stonehenge jest wciąż niezłą pożywką dla różnych fantastycznych teorii. Doszukiwano się powiązań z kręgami w zbożu, z Wikingami, z czarodziejem Merlinem, z Atlantydą, z kosmitami, z geomancją i Wawelem a nawet z Elvisem. Niedługo być może pojawi się tam również Michael Jackson. Według pewnych badań Stonehenge mogło być również gigantycznym wzmacniaczem dźwięku bębnów, co stwierdzono nawet empirycznie.
  
Wszystkie te teorie to tylko domysły. Prawdą jest, że w dniu 21 czerwca, kiedy noc jest najkrótsza w roku, wschodzące słońce oświetla przez szpary w innych kręgach kamień w samym centrum wszystkich kręgów Stonehenge.
   
Celebracja pogańskiego święta przesilenia letniego przyciągnęła w 2009 roku 35 tysięcy ludzi, którzy wokół kamiennych kręgów pozbawionych na tę jedną noc wszystkich barierek czekali na wschód słońca przechadzając się w przebraniach druidów i czarownic i paląc marihuanę.
  
Byli wśród nich również angielscy policjanci, którzy przyznając się do pogańskich kultów otrzymują w pracy specjalnego płatnego bank holidaya. Brytyjscy funkcjonariusze uzyskali takie uprawnienia dzięki założeniu Pogańskiego Stowarzyszenia Policjantów.
  
Nad wszystkim czuwa ubrany w białą szatę przepasaną czerwoną szarfą pan John Rotwell, który przyjął imię King Arthur Pendragon. Cóż za zbieg okoliczności :)
  

Zdjęcia nie mojego autorstwa są podpisane albo darmowe do pobrania jako tapety.

O CZYM JEST TEN BLOG

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...