Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opactwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opactwa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 czerwca 2014

Gigant z Connemary

Connemara może się podobać zarówno w słońcu, w deszczu, mgłach i chmurach. Z ostatniego wyjazdu, który okazał się całkiem słoneczny przywiozłem między innymi trochę landszaftów znanych z widokówek...







Trafiły się też momenty, przy których hamulec, lusterko czy nic nie jedzie z tyłu i szybka fota bo zaraz obrazek zniknie.







Na zakręcie miejscowy chowder w Clifden, przypływ oceanu i zwyczajowa trasa każdej dobrej wycieczki przez Sky Road.





Niebo do Sky Road przygotowane bardzo dobrze.





Przy okazji znajduję nowe odkrycie - przy małym parkingu stoi wielki kamienny facet z brodą, który trzyma się za tyłek. Na tabliczce info: 


Conn a mara = syn morza
rzeźba z 1999 roku
wykonana przez sklep z pamiątkami po drugiej stronie ulicy
bez żadnego wyraźnego powodu




A za gigantem z Connemary wisi dość zardzewiała tabliczka:
W ROKU 1897 W TYM MIEJSCU ZUPEŁNIE NIC SIĘ NIE WYDARZYŁO
Uwielbiam takie poczucie humoru :)

niedziela, 6 października 2013

W opactwie Kylemore



Opactwo Kylemore jest jednym z miejsc na Connemarze, gdzie każdy musi się zatrzymać. Położone jest w spokojnej dolinie pomiędzy wzgórzami nad jeziorem. Jest nazywane opactwem, ponieważ prawie od 100 lat mieszkają tam siostry benedyktynki. Do niedawna prowadziły szkołę dla dziewcząt z dobrych domów, ale ponieważ takich dziewcząt jest coraz mniej, to zmuszone były zamknąć szkołę w 2010 roku i zacząć zarabiać tylko na turystach (bilety kosztują €12,50).  



Pałac wybudował Anglik Mitchel Henry dla swojej żony, Margaret Vaughan. Przyjechali do Irlandii w czasie podróży poślubnej i ta okolica tak się spodobała pannie młodej, że jej mąż kazał tu wybudować pałac. Budowa trwała dość długo, kiedy młodzi się wprowadzili to mieli już ośmioro dzieci. Sielanka nie trwała długo, bo Margaret zmarła dwa lata później.  



Mitchel Henry pogrążony w smutku wybudował żonie mauzoleum, sprzedał posiadłość i wrócił do Anglii. Jakiś czas później wprowadził się tu młody hulaka z Manchesteru, którego rachunki płacił bogaty teść. Pan Zimmerman był naftowym baronem, ale i jemu się zmarło. Pałac znów był do sprzedania.



Ówczesnemu królowi Anglii Jerzemu VI bardzo spodobało się to miejsce, ale po chwili namysłu stwierdził, że nawet jak na króla to cena posiadłości jest zbyt wygórowana.




Potem wybuchła pierwsza wojna światowa i Niemcy użyli gazu musztardowego w okolicy Ypres w Belgii (gaz nazwano iperytem). Wszystkich z Ypres ewakuowano, w tym irlandzkie benedyktynki, które prowadziły tam szkołę z internatem dla katolickich dziewcząt (zwano je Damy z Ypres).  



Siostry jakiś czas się błąkały po świecie, aż wreszcie Irlandia odzyskała niepodległość i prowadzenie katolickich szkół stało się w Irlandii możliwe. Z pomocą młodego irlandzkiego państwa benedyktynki zakupiły Kylemore i otworzyły nową szkołę, którą 
po 90 latach zamknęły, o czym wspomniałem na wstępię. Benedyktynki proponują dziś wiele atrakcji w Kylemore: zwiedzanie pałacu/opactwa oraz odrestaurowanych ogrodów wiktoriańskich, owocowe dżemiki i inne przetwory, gorące dania w restauracji, kawiarnię i spory sklep z pamiątkami.        

piątek, 20 lipca 2012

Jerpoint Abbey - opactwo pełne rzeźb



Opactwo cystersów Jerpoint Abbey jest jednym z cenniejszych zabytków irlandzkiego średniowiecza, głównie ze względu na rzeźby, które można w nim podziwiać. Obowiązują tu godziny otwarcia, bilety oraz przewodnik.



Zakon cystersów zamieszkał w Jerpoint Abbey w 1180 roku. Mury i budynki pochodzą z różnych okresów podobnie jak płaskorzeźby. Częściowo obiekt był odrestaurowany, mimo to nic nie psuje oryginalności tego miejsca.



Część eksponatów "luzem" zamknięto za kratami w specjalnych gablotach, jednak większość znajduje się w zasięgu aparatu i rąk. A ręce aż się wyrywają, żeby podotykać.



Chęć dotknięcia takich średniowiecznych cacek mogłem zaspokajać bezkarnie nawet pod okiem przewodniczki. Pod tym względem Jerpoint jest lepsze niż zwykłe muzeum.



Sylwetki biskupów, mnichów i rycerzy wyrzeźbione na filarach dziedzińca cloister przypominają kto w tamtych czasach najbardziej się liczył. Natomiast rzeźby smoków i kobiet mogą obrazować to, czego w klasztorze akurat brakowało.



Zgodnie ze swoją regułą cystersi z Jerpoint modlili się, obżerali i pili wino własnej roboty. Nie byli zakonem medytacyjnym więc mogli posiadać spore grunty. Zatrudniali okolicznych chłopów i wiodło im się całkiem nieźle aż do połowy XVI wieku, kiedy Henryk VIII zakończył działalność wszystkich katolickich zakonów na Wyspach.



Klasztor popadł w ruinę bardzo szybko. Z budynków gospodarczych do dziś nic nie zostało. Główny budynek klasztorny i kościół ocalał, podobnie jak dziesiątki rzeźb. Czasem poważnie uszkodzonych przez wiatr, deszcz i spadające fragmenty dachów, których w większości już nie ma.



Ze wszystkich starych klasztorów ten wyjątkowo zasługuje na uznanie i wizytę, dlatego gorąco zachęcam do odwiedzenia Jerpoint Abbey w hrabstwie Kilkenny. Wystarczy zjechać z autostrady M9 na Thomastown.



Do końca września opactwo można zwiedzać od 9.00 do 17.30, bilety €3, studenci €1. Zdjęcia i dotykanie gratis ;)

piątek, 30 grudnia 2011

Dolina Glendalough

W dolinie Glendalough byłem wystarczająco dużo razy aby zaryzykować twierdzenie, że tam jest bardzo ładnie o każdej porze roku i przy każdej pogodzie. Nawet kiedy dni są najkrótsze, a słońce w dolinie pojawia się tylko na godzinę. 
  
Glendalough leży niecałą godzinę drogi od Dublina i jest bardzo popularnym celem wielu turystycznych wycieczek. Po pierwsze blisko, po drugie ładnie, po trzecie dziko, po czwarte - historycznie. To jedno z najsłynniejszych wczesnochrześcijańskich miejsc w Irlandii.
  
W tej dolinie pomiędzy dwoma jeziorami (po irlandzku: Gleann Dá Loch) zamieszkał niejaki Kevin, wywodzący się z bogatego irlandzkiego klanu Dál Messin Corb. Urodził się niedługo po śmierci św. Patryka i pobierał nauki u trzech pobożnych mężów, którzy później również zostali świętymi. W takich warunkach kim mógł został Kevin? Oczywiście również świętym. Legenda mówi, że Kevin zamieszkał w dziupli drzewa nad jeziorem.


  
Kevin zaczął w tajemniczy sposób przyciągać do siebie innych ludzi. Legenda wspomina, że lgnące do niego kobiety chłostał po twarzach pokrzywami, a idących w jego ślady mężczyzn rozmieszczał po okolicznych dziuplach. Jak było naprawdę - nie wie nikt, ale faktem jest, że sława pustelnika Kevina rosła i przyciągała kolejnych pobożnych ludzi aż około 570 roku w Glendalough powstał regularny klasztor a Kevin został jego opatem. Skromny budynek na poniższym zdjęciu jest najstarszym zabytkiem w Glendalough - zbudowano go w czasach św. Kevina, w VI wieku.
  
Kevin w tym czasie przeniósł się już ze swojej wysłużonej dziupli w lepsze miejsce. W przewodnikach określane jest ono jako Kevin's Bed - łóżko Kevina położone na półce skalnej, około 6 metrów nad taflą jeziora. Legenda mówi, że św. Kevin dożył 120 lat, nie wspomina nic natomiast o reumatyzmie.
  
Glendalough wyrosło na jeden z ważniejszych ośrodków religijnych w Irlandii. Przez 600 lat kwitło i przyciągało wiernych, możnych i pobożnych oraz kolejnych późniejszych świętych. Przez sto lat było nawet jedną z ważniejszych diecezji prowincji Leinster. Wielu mnichów czując zmierzch życia zmierzało do Glendalough aby tam dokonać żywota.
  
We wczesnym średniowieczu irlandzkie klasztory stanowiły odpowiednik miast w Europie kontynentalnej. To właśnie klasztory były celem łupieckich wypraw Wikingów i dlatego również w Glendalough stanęła jedna ze słynnych irlandzkich okrągłych wież. 30 metrowa wieża, którą dziś można oglądać pochodzi z X wieku. Kamienny dach zrekonstruowano w 1876 roku z oryginalnych kamieni, które wpadły do środka wieży i przeleżały tam kilkaset lat. Wejście do wieży znajduje się na wysokości 4 metrów.
         
Glendalough było plądrowane i palone kilka razy - najpierw Wikingowie, potem Normanowie, wreszcie Anglicy, którzy w roku 1398 położyli kres świetności klasztoru. Pielgrzymki jednak trwały przez kolejne stulecia nawet pomimo zamknięcia wszystkich klasztorów w Irlandii przez króla Henryka VIII.
  
Dzisiejsze Glendalough to tylko znikoma część historii tego miejsca. Przestrzeń zajęta przez setki grobów z kilku stuleci, jedną okrągłą wieżę i ruiny siedmiu kościołów była kiedyś tętniącym życiem średniowiecznym miastem, gdzie obok świętych ludzi mieszkała cała rzesza świeckich. Pomiędzy zabudowaniami klasztornymi stało skryptorium, gdzie kopiowano księgi, były domy dla pielgrzymów, szpital, budynki gospodarcze, zagrody dla zwierząt, chaty wieśniaków i rzemieślnicy wszelkiego rodzaju.
  
Mimo tłumów turystów, którzy w sezonie odwiedzają Glendalough, to miejsce pozostało cichym i uroczym zakątkiem ukrytym pomiędzy dwoma jeziorami i kilkoma górami.
  
Glendalough znajduje się w obrębie Parku Narodowego Gór Wicklow. W pobliżu jezior wytyczono około dziesięciu pieszych szlaków, wszystkie są krótkie i dość łatwe, w sam raz żeby urozmaicić piknik nad jeziorem.  

środa, 28 grudnia 2011

Muzeum pod gołym niebem - An Rath Mhór

Kościół w Rathmore zbudował w XV wieku Sir Thomas Plunkett, właściciel dużej części hrabstwa Meath. Ruin tej budowli na próżno szukać w przewodnikach. A czy warto poświęcić czas na obejrzenie jej z bliska - oceńcie sami.  
  
Zardzewiały znak stoi tuż przy N51 między Athboy a Navan. To jedyna informacja w okolicy o tym ciekawym muzeum. Kilkaset metrów od drogi pośrodku pastwiska leżą ruiny średniowiecznego kościoła. Należy tam się udać. 
  
Metalowa zardzewiała brama wejściowa zabezpieczona jest jedynie łańcuchem bez żadnej kłódki - oznacza to, że można swobodnie wejść do wewnątrz. Ten rodzaj zamknięcia ma powstrzymać tylko zwierzęta. 
  
Kilka słów wyrzeźbionych na kamiennej tablicy wmurowanej w ścianę przy wejściu. Trudno jest to przeczytać, bo czcionka zabytkowa a język też stary. 

"Witamy w muzeum An Rath Mhór. Czynne całą dobę. Wstęp wolny. Niczego tu nie zostawiaj, a zabierz tylko wspomnienia. Uważaj na głowę".
  
Wewnątrz ruin kościoła znajdują się eksponaty pochodzące z XV wieku i późniejsze. Są dobrze przymocowane do ścian lub podłogi jak ten na przykład bardzo rzadki przykład labiryntu wyrzeźbionego w kamieniu.  
  
Dwa nagrobki z XVIII wieku splecione w pożegnalnym uścisku - ta instalacja powstała dzięki korzeniom drzewa, które wyrosło pomiędzy grobami.  
  
W dolnej części jednej z wież stoi grobowiec fundatora - Sir Thomasa Plunketta i jego żony Marion Cruise. Pod stopami szlachcica leży kamienny pies symbolizujący wierność a obok niego małżonka złożona kamiennym snem. Z tej rzeźby została właściwie tylko suknia. 
  
Po przeciwnej stronie stoi świetnie zachowana wieża dzwonnicy z bardzo nietypowym dachem. Ułożony jest z płaskich kamieni w sposób zabezpieczający przed przeciekaniem. Tą samą metodą zbudowane są neolityczne grobowce korytarzowe oraz Oratorium Galarusa, które przedstawiłem niedawno. 
  
Pośród innych ciekawych eksponatów jest kamienna rzeźbiona misa, służąca do mycia rąk i naczyń liturgicznych (piscina), ołtarz z kilkoma ocalałymi rzeźbieniami, oraz kamienne siedzenia (sedelia) dla trzech księży. Są też pozostałości po wysokiej drewnianej galerii, która była przeznaczona dla rodziny Plunkettów i ich gości. Są jeszcze dwie wieże i trzy wstęgi kamiennych schodów prowadzących na górne poziomy. Najciekawszy natomiast obiekt znajduje się na ziemi, pośrodku ruin.
  
To niesłychanie rzadka ośmioboczna, bogato rzeźbiona podstawa z jednego kawałka granitu, w której umieszczony był drewniany krzyż. Na każdej ścianie widnieją sylwetki ludzi. Kogo przedstawiają - tego można się jedynie domyślać, ponieważ dodatkowych informacji na ten temat brak. 
  
Na krótką wirtualną wycieczkę po muzeum An Rath Mhór zapraszam tutaj. 
 
Zobacz również:

O CZYM JEST TEN BLOG

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...