
Pamiętam ze szkoły, że raki mieszkają tylko w czystej wodzie. Może i woda w Grand Canal nie wygląda na czystą ale to tylko z powodu mułu i przepływających barek. Skoro są raki, to woda musi być czysta, no nie tak?

Nad kanałem spotkałem również innych amatorów raków. Z bandą dzieciaków przyjechał niejaki Filip z niejakim Szczepanem, którzy nagrywali akurat swój nowy podcast. Możecie go wysłuchać na stronie NIE TYLKO DLA ORŁÓW. Przy okazji są też tam fragmenty "Dzieci z Bullerbyn" - czyta Irena Kwiatkowska.

Było to bardzo, bardzo dawno temu, kiedy trzymałem ostatni raz raka w ręku, ale jak się okazało - tej umiejętności się nie zapomina, tak jak jazdy na rowerze.

Przyłączyłem się do Szczepana, Filipa i dzieciaków. Łowienie raków odbywało się metodą "na rybę" - makrela zakupiona w polskim sklepie przyczepiona do sznurka była wrzucana do wody i po jakimś czasie wyciągana. Do makreli przyczepiały się całymi tysiącami raki, potem te najładniejsze dzieci chwytały w swoje siatki i pakowały do akwarium. W sumie przez dwie godziny złapaliśmy tak ponad 200 raków. Wszystkie wróciły do wody, takie to irlandzkie przepisy :)
