
Nietypową lokalizację wieży, z której widać tylko korony okolicznych drzew można tłumaczyć tym, że w XIX w Irlandii popularne było wznoszenie w parkach i ogrodach dziwacznych budowli zwanych folly. W tym przypadku to jest raczej fooly (hm... taka gra słów).

Wieża Guinnessa nie jest znaną atrakcją turystyczną, nie prowadzą do niej strzałki (ja ją znalazłem ponieważ koło niej jest geoskrytka). Stoi pomiędzy zamkiem Ashford a ruinami opactwa Augustianów w Cong. Ma około 20 metrów wysokości i jest otwarta. Na szczyt prowadzą kręte schody. Flanki na szczycie są bardzo niskie, łatwo przez nie przelecieć. W pobliżu nie kręci się raczej zbyt wiele osób.

Mimo, że nie ma w środku oświetlenia, a wieża stoi w lesie, to kiedy oczy przyzwyczaiły mi się do półmroku to wszystko w środku widziałem dzięki licznym oknom. A przez każde okno widziałem oczywiście drzewa.

Wieża może być dodatkowym punktem wycieczki, jeżeli ktoś akurat wybiera się do Cong lub na Ashford Castle. Zdradzę sekret, że jak ktoś już tę wieżę w lesie znajdzie, to bez trudu znajdzie też sekretną drogę na zamek (bo na moście prowadzącym do zamku w weekendy kasują po €5 od osoby).



