Pokazywanie postów oznaczonych etykietą epoka brązu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą epoka brązu. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 marca 2014

Kamienny fort Dunbeg

Około 4 godzin jazdy z Dublina na południowy zachód, na półwyspie Dingle, po lewej stronie drogi znajduje się mały niepozorny znak informujący o kamiennym forcie. Zamek z epoki brązu znajduje się na cyplu chronionym od morza niedostępnym klifem. 




Tego typu budowle powstawały w okresie, kiedy ludzie nauczyli się wyrabiać narzędzia z metalu. Jedne służyły im do walki i polowań, inne do przycinania kamieni, których jak wiadomo w Irlandii jest mnóstwo.  




W małej budce kupuję bilet i dostaję ulotkę. Fort leży na prywatnym terenie, więc prawa do sprzedaży wejściówek ma rodzina Fahan. Generalną opiekę nad dziedzictwem kulturowym Irlandii sprawuje jednak rządowa agencja OPW.  





Fort liczy ponad 2500 lat i został zbudowany bez użycia zaprawy. Klif z jednej strony i podwójny kamienny mur miał chronić wtedy jakąś ważną rodzinę. Irlandczycy w tamtych czasach nie pisali, więc co tam się działo, można sobie tylko wyobrażać. 





Podobne kamienne forty rozsiane są po całej Irlandii, na Orkneyach, na Wyspie Man i w Kornwalii. Kilka podobnych irlandzkich fortów opisałem i pokazałem wcześniej:

Fort Dun Dubhchathair na wyspach Aran

Fort Cahergal w hrabstwie Kerry


środa, 3 lipca 2013

W kamiennej wiosce - Grianan of Aileach

Na wzgórzu stoi stary fort. Wznosi się na pograniczu trzech hrabstw, na granicy dwóch Irlandii. Pośród jezior, wzgórz i pastwisk, pomiędzy pogaństwem a chrześcijaństwem. Zbudowany z samych kamieni. Fort Grianan of Aileach zbudowali Celtowie około dwóch tysięcy lat temu.


Okrągłych kamiennych fortów pochodzących z tamtych czasów jest w Irlandii sporo. Ten jest najlepiej zachowany i największy. Mury są wysokie na 5 metrów i grube na 4.5 metra. Nie ma biletów.



Forty takie jak ten miały na celu zapewnić bezpieczny dom zamożnej i wpływowej rodzinie. Wąskiego i długiego wejścia łatwo było obronić. Położenie na wzgórzu zapewniało widoczność we wszystkie strony.


Mury były łatwo dostępne z wewnątrz i praktycznie nie do zdobycia z zewnątrz.  W środku stały domy zbudowane z kamieni i kryte strzechą. W forcie mieszkała rodzina Uí Néill, prawdopodobnie około 20-30 osób. Po domach dziś nie ma ani śladu. Sam fort też został zniszczony przez Normanów w XII wieku. To co możemy teraz oglądać to robota XIX wiecznych kamieniarzy, którzy odbudowali te mury.



Z kamiennymi budowlami w Irlandii jest tak, że tak naprawdę nie wiadomo kiedy powstały. Może fort Grianan of Aileach powstał 2000 lat temu, ale równie dobrze mogli go postawić tuż przed tym jak Polska weszła do Unii. Nie da się sprawdzić kiedy dokładnie ułożono kamienie bez żadnej zaprawy w ten sposób.



Dzięki pracom archeologicznym odkryto ślady ludzi zamieszkujących wioskę Grianan of Aileach. Mało wiadomo o ich codziennym życiu, bo Celtowie nie mieli w zwyczaju niczego zapisywać. Historia była przekazywana ustnie i w postaci pieśni i przy dźwiękach harfy. Coś z tego zostało Irlandczykom do dziś (patrz: Mikasia). Jedynym pismem, które było wtedy w użyciu był ogham (patrz: Pendragon).  
  


A tymczasem chłopczyk znalazł pod murem kamiennego fortu niewielki otwór. Co to może być? Tajemny korytarz do Derry? Antyczna lodówka? Souterrain? Wejście do innego świata? Kto to wie...



Ciekawostki z fortu Grianan of Aileach tutaj.

wtorek, 1 lutego 2011

Magiczne wyspy Aran

Wyspy Aran zaczęły mnie przyciągać od momentu, kiedy dowiedziałem się o ich istnieniu. Być może z niektórymi z Was stanie się za chwilę podobnie. 
  
Arany uważane są za najlepiej zachowany fragment dawnej Irlandii, gdzie czas się zatrzymał, krajobraz jest surowy, ludzie twardzi jak kamienie a życie codzienne wciąż przeplata się postaciami z bajek.
  
Zobaczyłem to na własne oczy ponad trzy lata temu i od tamtej pory wracam. W kilku najbliższych postach zamierzam pokazać Wam najciekawsze miejsca i chwile na Aranach. Na początek wyspa Inishmore, czyli największa wyspa. Ma długość około 15 kilometrów i jest na niej około SIEDEM tysięcy kilometrów kamiennych murków. 
   
Inishmore leży na Atlantyku, z Irlandii płynie się na nią dość szybkim promem prawie godzinę. Stając na klifach zdobiących zachodnią krawędź wyspy zobaczyć można tylko ogromny ocean, za nim już jest tylko Ameryka.
  
Widok słońca kąpiącego się w oceanie to marzenie wielu. Jednak większość zagranicznych wycieczek musi zdążyć na popołudniowy prom, bo trzeba pędzić dalej przez Irlandię.  
  
Dlatego większość turystów nie ma czasu odbić w bok, zaczekać do zachodu albo zejść z klifu piętro niżej, żeby zobaczyć coś absolutnie niezwykłego z bliska
  
Na Aranach znajduje się siedem kamiennych fortów zbudowanych metodą "dry stone" czyli bez żadnej zaprawy łączącej wapienne kamienie. Stoją tak od trzech tysiącleci mimo atlantyckich sztormów, porywistych wiatrów i deszczów. A tylko jeden z nich jest na trasie popularnych wycieczek. To nie jest ten na zdjęciu poniżej.
  
Thomas - rodowity przewodnik po Aranach opowiada mi, że na Inishmore dwa lata temu zbudowano najstarszy fort kamienny, taki co ma 4 tysiące lat. Taki żart tu się sprawdza, zapasowe kamienie do budowy kolejnych fortów leżą od niepamiętnych czasów aż po horyzont...
  
Z pewnych powodów w okresie wczesnego chrześcijaństwa wyspy Aran stały się całkiem bezpieczną oazą dla ówczesnych mnichów, którym odpowiadały te surowe warunki. Dlatego pozostało z tamtych czasów sporo kamiennych budowli. Jedną z nich jest najmniejszy kościół na świecie. 
  
Mieszkańcy są przyzwyczajeni do tego, że czasem ocean jest zbyt gwałtowny, żeby dostać się na ląd, lub coś z niego przywieźć. Sielskie obrazki jak ten poniżej powinno się oglądać porównując film "Man from Aran". 
  
Jak już wspomniałem - pokażę tu trochę Aranów w kilku krótkich odcinkach. A jeżeli ktoś zapragnie zobaczyć je na własne oczy to obaj z Thomasem chętnie pomożemy. 
  
Wyspy Aran również na Was czekają. Najwięcej wrażeń dostarcza samotna wędrówka przez te wyspy... Wtedy jest najwięcej magii Aranów...
 

niedziela, 23 maja 2010

Wyspa Achill

Wyspa Achill (wym. akil) w hrabstwie Mayo leży za zachodnim wybrzeżu Irlandii na Oceanie Atlantyckim. Do odkrycia tego, co kryje ten „najlepiej strzeżony sekret zachodniej Irlandii” potrzeba co najmniej dwóch dni jako, że to największa irlandzka wyspa. Jeszcze jeden dodatkowy dzień może się przydać ze względu na zmienną pogodę. W deszczu można oglądać ruiny, łowić ryby, spać lub siedzieć w jednym z wiejskich pubów i ładować baterie (do aparatu), a przy lepszej pogodzie – jeździć konno, korzystać z pięciu wielkich czystych piaskowych plaż atlantyckich, robić zdjęcia lub wspinać się na jedne z największych w Europie klify.
  
Turystycznie Achill to swoisty holidaymaker, bo przy małej w sumie powierzchni (22 km długości) wysepka proponuje bardzo wiele. Z jednej strony lazurowe plaże, a kilkaset metrów dalej wspinaczka na wysokie klify. Wycieczki rowerowe, konne, piesze, wędkowanie, jaskinie, surfing i latanie na desce ze spadochronem. Bardzo łatwo jest tu o zakwaterowanie, w zależności od preferencji i zasobności portfela można wybrać jeden z bardzo wielu pensjonatów B&B (25-35 e za osobę), jedno z dwóch pól namiotowych tuż przy plażach (16 e za duży namiot lub przyczepę), lub któryś z trzech hosteli (15 e za osobę w kilkuosobowym pokoju). My wybraliśmy dziki biwak, chmury nad nami były straszne więc tak było weselej.
  
Ostatni weekend spędziłem na Achill ze wspaniałymi ludźmi poznanymi właśnie przez tego bloga. Mam nadzieję, że będziemy wkrótce zwiedzać kolejne miejsca, może królewskie hrabstwo Meath? W chwili gdy piszę te słowa oni jeszcze śpią a ja siedzę z laptopem na plaży w Keem na zachodnim końcu Achill, gdzie droga się kończy pomiędzy dwoma zachmurzonymi wzgórzami i patrzę na Ocean Atlantycki. Sam wstałem wcześniej obudzony przez stado owiec. Poderwałem się, bo samochodem gwałtownie zatrzęsło i już myślałem, że znowu ktoś zakłada mi blokadę na koła. Potem nie mogłem już zasnąć, bo było zbyt jasno. Oto nasza poranna Keem Bay, dalej na zachód można tylko pieszo i bardzo pod górę. Po drugiej stronie wznoszą się Croaghaun - najwyższe w Irlandii klify (668 m).
  
Wyspa Achill połączona jest z lądem krótkim, 200 metrowym mostem. Kiedyś to był most zwodzony, co można zobaczyć na starych fotografiach w pubie Masterson's na północnym skraju wyspy.
  
Za mostem widać zamgloną wyspę Achill. W pierwszym i jedynym tu supermarkecie można uzupełnić zapasy, również polskie produkty są tu dostępne. Pierwsza wioska na wyspie - Achill Sound - jest typowa, bardzo podobnych jest tu jeszcze kilka. B&B, puby, stacja benzynowa, sklep. Żeby zobaczyć coś więcej trzeba w tych wioskach tylko uzupełniać kawę, baterie i wysyłać kartki. Poza tym brać rowery, peleryny od deszczu i dobre buty. Wybraliśmy kilka galonów benzyny, buty i jabłka.
  
Za Achill Sound w lewo zaczyna się Atlantic Drive – wąska szosa prowadząca południowym brzegiem wyspy. Stara wieża legendarnej Królowej Piratów (pewnie tyle miała wspólnego z piratami, co piraci z kupowaniem płyt), nudne widoki na owcze pastwiska po prawej oraz urwiska po lewej, gdzie sztormy zdziesiątkowały Hiszpańską Armadę szykującą się do ataku na Anglię pod koniec XVI wieku. Tu właśnie zatrzymała się hiszpańska inwazja, rozpędzona po odkryciu Ameryki. Czy Anglia mnie słyszy?
  
Trasa Atlantic Drive wznosi się jeszcze wyżej na klify i wcięte zatoki, na których stromych zboczach pasą się jak zwykle owce. Czasem nie wiadomo, jak się znalazły tam na dole, beczą tak bezradnie, ale nie ratujemy ich, z głodu nie zdechną a woda sama się znajdzie... Droga jeszcze bardziej wznosi się...


  

... a potem stromo opada dochodząc do przeczystej plaży.
  
Wszystkie pięć plaż na Achill ma symbol Blue Flag czyli są czyste, przyjazne dla środowiska, wyposażone w toalety i przez dwa miesiące w roku jest na nich ratownik.
  
Nad bezpieczeństwem kąpiących się na niebieskich plażach w pozostałych dziesięciu miesiącach bez ratowników czuwają płaszczki, ośmiornice, rekiny i jadowite meduzy.
  
Kamienne wybrzeża to królestwa glonów...

..oraz ślimaków, które pożerając wapienne skały Achill tworzą w nich miniaturowe kratery i tym samym uzupełniają magazyny swoich skorupek, zabieranych potem przez turystów do domu na pamiątkę.
 

Od Keel do Keem prowadzi droga Keem Way wspinająca się jeszcze wyżej do 200 m. n.p.o. i opadająca ostrymi zakrętami do najdalej wysuniętego na zachód fragmentu wyspy. Tu właśnie należy jechać prawą stroną abo chociaż środkiem drogi.
  
Architektura wyspy jest jednolita. Niskie domki pomalowane na biało, często z jedną ścianą wyłożoną kamieniem. W niektórych można napić się porannej kawy i zjeść śniadanko.
  
Najwyższa góra na wyspie - Slievemore - wznosi się prawie na 670 m. n.p.o. To są własnie te słynne klify, ponad trzykrotnie wyższe niż Mohery i podobno najwyższe w Europie. Nikomu z nas nie udało się zobaczyć ich nawet z daleka, a podchodziliśmy kilka razy z różnych stron. Szczyt Slievemore nieustannie zakrywały chmury. Swoją drogą - sprawdziłem pocztówki w sklepie. Same stare zdjęcia i to z czystym niebieskim niebem. I żadnych klifów na tych pocztówkach. Tak jakby te najwyższe klify w ogóle nie dawały się sfotografować. Albo tam na tej górze pokrytej chmurami padają wszystkie baterie...
  
Na południowym zboczu Slievemore leży dziwna wioska, Deserted Village, w której nikt już nie mieszka. Ostatni mieszkańcy tej opuszczonej wsi wyprowadzili się ponad 150 lat temu, w 1845 roku w okresie Wielkiego Głodu. We wspomnianym wcześniej pubie Masterson's można na fotkach w sepii zobaczyć te smutne kamienne chaty ze słomianymi dachami w epoce szalejącego Wielkiego Głodu wraz z ich biednymi mieszkańcami w regionalnych strojach z owczych skór. Zaraza ziemniaczana zmusiła tych ludzi do opuszczenia swoich chałup i powędrowania dalej.
  
Tu właśnie przydają się dobre buty, bo wioska ciągnie się przez ok. 3 km. Widzieliśmy turystów, którzy po przeczytaniu tablicy informacyjnej (bardzo szczegółowej - jak rzadko w IRE) wracali od razu do swoich samochodów. Smutny widok nie zachęca do dalszego zwiedzania rzędu 120 takich samych kamiennych domów podzielonych na dwie lub trzy izby, bez kominka i toalety. Domy zbudowane ze zwykłych polnych kamieni, położonych jeden na drugim bez żadnej zaprawy, ocieplenia, wychodka, wody, gazu, prądu, internetu, masakra...
  
Smagani deszczem i słuchając owczego śpiewu na 200 głosów (i każdy był inny) doszliśmy w końcu do ostatniego stanowiska Deserted Village, gdzie archeolodzy odkopują właśnie w torfu roundhouse z epoki brązu. Nie porozmawialiśmy z nimi, oni akurat mieli lunch, my nie mieliśmy parasoli ani peleryn a trochę padało, więc wróciliśmy do swoich samochodów zjeść jabłka, które tu i tak nigdy by nie urosły.
  
Za to zobaczyliśmy po drugiej stronie wyspy to, co pewnie widzieli ludzie pasający swoje owce i mieszkający w tych dwóch odkopywanych obecnie roundhouses mniej więcej w epoce brązu.
  
W innym miejscu wciąż zachmurzonej góry Slievemore znaleźliśmy ślady obrzędowego kręgu druidów sprzed kilku tysięcy lat oraz bardzo wiele śladów owiec. Jednym z tych śladów był pełny szkielet owcy wraz z wełną. Nie została rozszarpana, po prostu co robale dały radę zjeść, to znikło. Nikt tej owcy nie znalazł, nie zakopał, leżała tam sobie i wyglądała jakby po prostu zeszło z niej powietrze. Nie ma grobu - nie ma fotki, he he.
  
Na zakończenie zwiedzania Achill Island warto wjechać samochodem na sam szczyt góry Minaun, znajdującej się mniej więcej pośrodku wyspy. Dookoła masztu telewizyjnego na wysokości 450 metrów n.p.o. rozciąga się widok na wszystkie strony wyspy Achill, zarówno na te, gdzie akurat pada deszcz, jak i te, gdzie świeci słońce.
  
Plaża w Kell ciągnie się przez 4 kilometry, można po niej jeździć wynajętym koniem, albo zejść do jaskini na jej wschodnim krańcu.

 
Mimo, że z mojego opisu i zdjęć może wynikać, że na Achill są tylko chmury i deszcz, to wierzę, że są dni, kiedy może tam być po prostu cudownie. I na pewno tam warto wrócić.
 

_________________________________________
dodano po głębszym namyśle
Najwyższe klify w Europie znajdują się również w hrabstwie Donegal w Irlandii, w Hiszpanii (Vixía Herbeira), w Norwegii (Preikestolen) oraz na Wyspach Owczych (
Cape Enniberg). Zależy gdzie sprawdzać.

O CZYM JEST TEN BLOG

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...