czwartek, 30 maja 2013

Rajd starych samochodów - Barberstown Castle

Rajd starych samochodów zorganizował Automobilklub Irlandzki (RIAC). Wziąć w nim udział mogły wszystkie pojazdy, pod warunkiem że miały ukończone 100 lat :)   



Do rajdu przystąpiły 32 pojazdy. Wszystkie czyste, błyszczące, pachnące historią, po prostu piękne. Najstarszym było auto marki Leon Bolee z 1898 roku a najmłodszym Douglas 23/4 hp z 1914 roku.



Właściciele z okolic hrabstwa Kildare przyjechali na zamek Barberstown swoimi pojazdami sami, inni musieli przywieźć samochody na platformach lub w specjalnych przyczepach. Były auta z hrabstw Limerick, Waterford, Cork, etc.



Patrząc na detale starych samochodów można było przenieść się w czasy, kiedy damy nosiły parasolki od słońca a panowie uruchamiali samochody korbą.



Prezentacja figurek na maskach.



Błyszczące lampy z przodu i tyłu samochodów i wypolerowane piasty kół, świecące klamki, zakręcone trąbki, detale, smaczki, skórzane rękawiczki...









MG z lat 50 nie pasował do tego towarzystwa. Jechał nim pilot rajdu.



Ostatnie przygotowania przed startem...



I ruszyli! Cały rajd miał długość 60 mil i trwał 5 godzin (z przerwą na herbatkę).  Meta również na zamku Barberstown.









Podczas pożegnalnego przyjęcia można było sobie pooglądać zwycięskie pojazdy i nawet w niektórych z nich posiedzieć. 





Zabytkowe samochody wracają na swoje przyczepki. Na zamek Barberstown wrócą za rok. Więcej na stronie Royal Irish Automobile Club.



środa, 29 maja 2013

Ojciec Browne - fotograf dawnej Irlandii

Ojciec Browne jest jednym z najbardziej znanych irlandzkich fotografów. Przez 25 lat jego negatywy leżały zapomniane w walizce na strychu pałacu Emo Court. Mógł być jedną z ofiar Titanica, a zamiast tego stał się autorem tysięcy zdjęć dokumentujących życie w Irlandii w pierwszej połowie XX wieku. Był fotografem i jezuitą.



W 1897 roku młody Francis wstąpił do zakonu. Na nową drogę życia otrzymał od swojego wuja jeden z nowszych wynalazków tamtych czasów - aparat fotograficzny. Robienie zdjęć bardzo mu się spodobało, dlatego kiedy w 1912 ten sam wuj sprezentował mu bilet na statek - Francis swój aparat zabrał oczywiście ze sobą. Statek nazywał się Titanic.



Ojciec Browne miał bilet pierwszej klasy na przejażdżkę z Southampton do Queenstown w Irlandii, skąd Titanic miał zabrać ostatnich pasażerów na rejs przez Atlantyk. Jednak podczas tej podróży poznał małżeństwo milionerów, którzy bardzo radzi z jego towarzystwa zaproponowali, że przedłużą mu rejs aż do Nowego Jorku i z powrotem. Father Browne musiał spytać o zgodę swojego przełożonego więc zadepeszował do Emo Court i otrzymał krótką i jasną odpowiedź:

OPUŚĆ TEN STATEK



Ojciec Browne wysiadł więc w Irlandii, a Titanic odpłynął w swoją ostatnią podróż. Rano okazało się, że fotografie, które podczas krótkiej podróży zrobił 
zakonnik są ostatnimi pamiątkami po pasażerach pierwszej klasy spoczywających już gdzieś na dnie Atlantyku.



Jego zdjęcia ukazały się w wielu gazetach i zostały wydane w albumie "Titanic Album of Father Browne" (album dostępny na e-bay, a zdjęcia na stronie www.titanicphotographs.com
). 



W późniejszych latach Ojciec Browne pozostał jezuitą i fotografem. Był wojskowym kapelanem podczas I Wojny Światowej, pięciokrotnie był ranny, odznaczony Military Cross. Oczywiście wciąż robił zdjęcia.



Po wojnie Browne był wysyłany na misje w różne miejsca, gdzie również dokumentował codzienne życie. Powrócił do Irlandii i kontynuował swoją przygodę z fotografią. Sam wywoływał zdjęcia w wannie, gromadził swoje negatywy.   









Po śmierci Francisa Browne jego negatywy musiały czekać 25 lat na ponowne odkrycie w 1986 roku. Wtedy otrzymał należny mu tytuł Fotografa Dawnej Irlandii. Zostawił po sobie 42 tysiące zdjęć.







Ojciec Browne ostatecznie pożegnał się ze swoim aparatem w 1960 roku. Miał wtedy 80 lat. Wystawa poświęcona jego życiu i pracy znajduje się w pałacu Emo Court w hrabstwie Laois.

wtorek, 28 maja 2013

Orkiestra z Titanica

W ostatnia sobotę odwiedzających The Titanic Experience przywitała objazdowa orkiestra z Quebec. Wczoraj we Francji, jutro w Szkocji, teraz siedzieli na środku głównego hallu Muzeum Titanica w Belfaście i grali różne szlagiery.



W tym samym czasie tuż obok głównego wejścia do tego samego budynku ustawiła się Orkiestra Zakolczykowanych Szczudlarzy*. Jak zaczęli bębnić, to ci z Kanady musieli skończyć i wyszli zobaczyć WTF. Było jeszcze głośniej i bardzo rytmicznie. Przednia zabawa. Podgląd

(*) - nie znam prawdziwej nazwy Orkiestry Zakolczykowanych Szczudlarzy, jeśli ktoś wie to poproszę o info.





A niebo nad Belfastem było tego dnia niebieskie.

piątek, 24 maja 2013

Leśne dywany z bluebellsów

Kwiatki zwane bluebells to hiacyntowce. Odnalazłem je w pobliżu opactwa Moore w Monasterevin w hrabstwie Kildare. Akurat kończy się na nie sezon, na zdjęciach ostatnie dywany z bluebellsów. Przy okazji niezła okazja, żeby zobaczyć w Irlandii jakiś las :)
Arek, dzięki za namiary!











video

wtorek, 21 maja 2013

Najwyższa rzeźba na świecie

Rozwiązanie fotozagadki


Na zdjęciu konkursowym widoczny jest czubek The Spire of Dublin - stalowej iglicy stojącej przy skrzyżowaniu ulic O'Connell Street, Earl Street North i Henry Street w Dublinie. Czubek widoczny jest przez palce Jamesa Larkina.

Iglicę ustawiono w dniu moich 34 urodzin. Ma 121 metrów wysokości i jest wpisana do księgi rekordów Guinnessa jako najwyższa rzeźba na świecie. 

Zagadkę jako pierwszy rozwiązał Celt Petrus i do niego powędruje pakiet z nagrodami. Kolejna fotozagadka za miesiąc. Serdecznie zapraszam.
_________________________________________________________________



Stalowa iglica w centrum Dublina to „Monument Światła”, a nazwa popularna to "Spire of Dublin". Nie da się jej przegapić.



Rzeźbą jest ze względu na kształty wyryte na dolnych kilku metrach, tam gdzie ludzie sobie robią zdjęcia.



Smukła i chwiejąca się na wietrze iglica jest najbardziej charakterystycznym elementem architektonicznym w niskiej zabudowie Dublina. Miejscowi nazywają ją "The Stiletto in the Ghetto" lub "The Nail in the Pale". My nazywamy ją po prostu "Szpila"



Symboliczne znaczenie Szpili wiąże się z poprzednim pomnikiem, który stał w tym samym miejscu przez prawie 160 lat. Otóż od 1808 roku nad Dublinem wnosił się posąg angielskiego lorda, admirała Horacego Nelsona. Dla Irlandczyków pomnik ten był symbolem kilkusetletniej angielskiej okupacji. W samym sercu Irlandii stała kolumna zwieńczona dumnym Anglikiem, jakby na przekór wszystkim irlandzkim dążeniom do niepodległości. 

po prawej stronie - zdjęcia zrobione z tarasu na szczycie kolumny Nelsona (1964 r. Wikipedia) 

W 1916 roku wybuchło w Dublinie powstanie wielkanocne, sztab główny powstańców mieścił się na Poczcie Głównej, tuż u stóp kolumny Nelsona. W 50 rocznicę tego powstania, które dało Irlandii niepodległość, IRA podłożyła Nelsonowi pod nogi bombę i w 1966 roku posąg zwalił się z hukiem. Dziś w Dublin Civic Museum można oglądać potłuczoną kamienną głowę admirała Nelsona, a w wielu pubach - zdjęcia z tamtego okresu.




W 2003 roku w miejscu kolumny zniszczonej przez IRA stanęła stalowa Szpila. Jej 121 metrów wysokości to prztyczek w angielski nos - kolumna Nelsona miała 121 stóp wysokości. Jej nazwa - Monument of Light to irlandzka odpowiedź na przydomek angielskiego kapitana - Dark Admiral. Zmiana nazw ulic była już tylko formalnością - zamiast Sackville Street mamy dziś O'Connell Street. Angielskiego barona na tabliczkach zastąpił irlandzki bojownik o niepodległość. Teraz Szpila i jej światło chronią Dublin przed siłami ciemności :) 

Zdjęcie po lewej - bliźniacza kolumna Nelsona na Trafalgar Square w Londynie
Ulica O'Connel Street (dawniej Sackville Street) jest jedną z najszerszych ulic w Europie - ma 50 metrów szerokości.

O CZYM JEST TEN BLOG

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...