wtorek, 17 kwietnia 2012

Zamek w Kilkenny

Zamek w Kilkenny jest jednym z niewielu irlandzkich zamków w których ciągle są dachy. Są również meble z epoki, obrazy na ścianach, strażnicy, kamery, no i bilety. Za luksus trzeba płacić, w tym przypadku bardzo zasłużenie. Zamek wart jest wizyty, zwłaszcza że dla amatorów mp3 jest autoprzewodnik ze słuchawkami, a dla turystów z Polski jest wydrukowany przewodnik po polsku. Jedyne co mi się w zamku nie spodobało, to absolutny zakaz robienia zdjęć w środku. 




Zamek zbudowano w 1195 roku jako jeden z pierwszych, które miały okolicznej ludności oznajmiać, że od teraz w Irlandii rządzi Anglia. Mimo że wszelkich okupantów nie lubię od dziecka, to sam zamek spodobał mi się.    




Zakazu robienia zdjęć starałem się przestrzegać, kiedy tylko strażnicy patrzyli. Trafiło się jednak kilka momentów, kiedy byłem poza ich zasięgiem i dlatego mogę teraz kilka wnętrz pokazać, a robię to po to aby zachęcić Was do kupienia biletu i samodzielnego zwiedzenia całości. Nie ma się co łudzić, że zamek w tak dobrym stanie przetrwał 800 lat, część budowli została poważnie odbudowana, jednak daje się tu zauważyć fakt, że zamek przez większość czasu był zamieszkany i był w rękach prywatnych, więc dzięki temu przetrwał w całkiem dobrym stanie.  




Ważne, że zamek wygląda przyzwoicie i ma tą swoją arystokratyczną dostojność. Przy zwiedzaniu zabytków przydaje się pewien margines wyrozumiałości - czy ktoś chciałby chodzić po perskim dywanie, który ma 600 lat? Albo żeby na głowę spadła średniowieczna dachówka?




Obszar należący do zamku nawet dziś jest ogromny, kosi go tuzin kosiarek co tydzień, w takich miejscach ogrodnik zawsze będzie miał pełne ręce roboty. Jednym z najbardziej okazałych miejsc w zamku jest długa galeria obrazów. Robi wrażenie, zwłaszcza olbrzymi rzeźbiony marmurowy kominek oraz drewniany dach pomalowany w przeróżne wzory i motywy. Tu też udało mi się zrobić zdjęcie i to nawet bez żadnych ludzi.




Na codzień staram się przestrzegać przepisów, ale najbardziej nie lubię zakazów fotografowania. Ani tego nie sprzedam, ani nie wydrukuję, flesza nie używam więc malowideł nie zniszczę. Jedynym skutkiem publikacji tych zdjęć tutaj może być kilka dodatkowo sprzedanych biletów na zamek, do czego Czytelników zachęcam.
(w pierwszą środę miesiąca wejście jest gratis).





Długi okres zamku w rękach szlachetnie urodzonych zakończył się w 1967 roku, kiedy ostatni właściciel - markiz Arthur VI Ormonde przekazał swoje dziedzictwo państwu za symboliczną kwotę 50 funtów. Od tamtej pory zamek należy do dziedzictwa narodowego Irlandii i jest w rękach Office of Public Works (OPW).



13 komentarzy:

  1. Cholera, byłem w okolicy w zeszłym roku, ale na zameczek się nie skusiłem. Teraz patrzę na te zdjęcia i się chyba jednak skuszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam w takim razie Black Abbey za jednym zamachem, o ile nie widziałeś.

      Usuń
  2. Galeria zachęcająca, ciekawam tych malowideł na dachu, można się położyć na podłodze i obejrzeć w spokoju? W pierwszą środę miesiąca zadzieram kiecę i lecę, tylko jeszcze wyczaję jakiś gratisowy wjazd do Irlandii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mogłabyś się położyć na podłodze ale dopiero po zamknięciu zamku :)

      Usuń
  3. Witaj
    Powtórzę się znowu, zawsze fascynowały mnie zamkowe historie i związane z nimi tajemnice :)
    Piękna historyczna wycieczka, choć tylko blogowa :) dzięki Tobie polubiłam Irlandię :)
    Miłego wieczorku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie Morgano.

      Usuń
  4. Ja tez nie rozumiem zakazu fotografowania jesli sie nie uzywa flesza. To ze zobacze zdjecia na czyims blogu czy gdzie indziej nie sprawi ze stwierdze: ach, to skoro juz wiem jak tam jest to po co mam jechac, ale wrecz przeciwnie - zacheci mnie do zobaczenia wszystkiego na wlasne oczy no i oczywiscie do zrobienia wlasnych zdjec :) Bzdura totalna. Ludzie wciaz jezdza na wczasy mimo tego ze mozna sobie ogladac programy podroznicze w TV...Najbardziej mnie i Alex rozbawily panie pilnujace turystow w synagodze w Pradze - siedzialy w kazdym rogu i patrzyly bacznie jak sokoly zeby czasem ktos fotki nie pstryknal, a jak ktos ruszyl reka z aparatem to skrzeczaly na caly budynek. Dublinia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno zakazy są dlatego, aby nie pokazywać złodziejom skarbów :) przynajmniej tak się niektórzy tłumaczą.

      Usuń
  5. Zakaz zakazem. Gorsza od zakazu jest często pobierana sromotna zapłata za zdjęcia. U nas rekord widziałam chyba około 50 zł za możliwość robienia zdjęć. Nie rozumiem zakazu w zamku, natomiast w galerii już jest dla mnie zrozumiały. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 50 zł za zdjęcie? chyba całej odzieży :)

      Usuń
  6. Czytam Twojego bloga, Pendragonie, i z każdym postem wzrasta moja nieukojona miłość i tęsknota za Irlandią. Co do zamku, jak już kiedyś wyląduję na Zielonej Wyspie, to koniecznie wpiszę go do listy obowiązków. A zaraz obok jakieś zamczysko rodem z "High Spirits", dla kontrastu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi czytać te słowa. Pozdrawiam

      Usuń
  7. A czy wiecie że kilku z poprzednich włascicieli zamku Kilkenny, Butlerów osiedliło się w Polsce w XVII W a potomkowie żyją w Polsce do dziś.

    OdpowiedzUsuń

O CZYM JEST TEN BLOG

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...