poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Latarnia na Hook Head

Latarnia Hook stoi na końcu haczykowatego cypla Hook Head w południowo-wschodniej Irlandii. Haczyk ten służył od najdawniejszych czasów do łapania statków błądzących po Morzu Celtyckim. Bezwzględne wiatry rzucały okręty na ostre klify z czerwonego piaskowca dlatego pierwszy ogień ostrzegający marynarzy przed niebezpieczeństwem zapłonął na końcu cypla Hook już w V wieku. Pierwszym latarnikiem był święty Dubhán, założyciel kilku klasztorów i żyjący w tym samym okresie co św. Patryk.


Po jego śmierci latarnikami byli mnisi mieszkający w klasztorze założonym przez św. Dubhána. Co noc rozpalali ogień i wzmacniali kamienną latarnię po każdym większym sztormie. Na tych czynnościach upłynęło zakonnikom na Hook Head kolejne 300 lat. Wtedy do Irlandii przypłynęli Wikingowie.




Ich statki nie rozbiły się o skały Hook między innymi dzięki tej latarni. Po obu stronach cypla Hook Wikingowie założyli swoje nowe miasta - Wexford i Waterford, które istnieją do dziś. Latarnia dalej świeciła co noc, była to wtedy najważniejsza latarnia Wikingów. I tak minęło kolejnych 300 lat. Wtedy do Irlandii przypłynęli Normanowie.




Ich statki nie rozbiły się o skały Hook między innymi dzięki tej latarni. Normanowie zajęli miasta Waterford oraz Wexford leżące po obu stronach półwyspu i zbudowali porządną latarnię, której nie trzeba będzie wzmacniać po każdym większym sztormie. Ten budynek można oglądać do dziś chociaż od jego budowy minęło ponad 800 lat. 




Zwiedzanie latarni odbywa się z przewodnikiem o ile pogoda w ogóle na to pozwala. Na samą górę wchodzi się wąskim krętym korytarzem po ponad 100 stopniach. Warto zwrócić uwagę na konstrukcję stropów, które zbudowane są jak zamki obronne. Oraz na kolor tych stropów - okopconych przez palący się przez setki lat węgiel z walijskich kopalń. W niektórych miejscach przewodnik pokazuje ślady zaprawy, której Normanowie użyli do budowy latarni - było to palone wapno zmieszane z krwią zwierząt. 




Do zwiedzania najstarszej działającej latarni na świecie (jak lubią tu mawiać) pogoda na pewno się przydaje i tego Państwu życzę. 

11 komentarzy:

  1. Czy to jest to miejsce z tysiącami małych słupków układanych z plażowych kamieni przez turystów? Pamiętam jakąś latarnię na płd-wsch wyspy ale nie jestem pewien czy to akurat ta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu trudno o kamienie, są tylko postrzępione klifowe płaszczyzny, więc stawiałbym na inną latarnię ;)

      Usuń
  2. Piękne, malownicze zdjęcia. Patrząc na latarnię zawsze zastanawiam się co siedziało w duszy latarnika, że siedział samotnie, wpatrzony w morze... Ostatnia latarnia jaką odwiedzałam miała tak strome i kręte schody, że wchodziłam boso. Latarnia, której nie zobaczyłam a chciałabym to latarnia na Bornholmie, z której podobno rozpościera się piękny widok.
    Krew zwierząt nie brzmi dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez jakiś czas mógłbym być latarnikiem, może przez rok, może krócej? Chciałbym kiedyś poznać byłego latarnika, dziś już nie ma takich ludzi.

      Usuń
  3. Witaj
    Zawsze fascynowały mnie tajniki latarni morskich :) może kiedyś je zglebię :)
    Pozdrawiam pięknie na miły tydzien :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pamiętasz "Latarnika" Sienkiewicza?

      Usuń
  4. Cześć Pendragonie!

    Fajna historia. Ja w sumie nigdy w żadnej latarni jeszcze nie byłem ale chętnie takową bym odwiedził. Pamiętam, że kiedyś chyba przedstawiałeś jedną latarnię na zachodnio-południowych (?) wodach, która stoi sobie na skalnej wyspie w morzu. Nie pamiętam teraz nazwy ale robiła wrażenie.

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to niesamowita lokalizacja. Zdjęcia robił mój znajomy, który opłynął skalista wysepkę na łodzi. Na sama wyspę już się nie wysiada. Dla przypomnienia: http://around-ireland.blogspot.com/2010/12/latarnia-fastnet.html

      Usuń
  5. I ja bym chętnie poznała latarnika, albo choć człowieka, który samotnie przeprawia się przez morza czy oceany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście polecam lekturę książek Andrzeja Urbańczyka. O ile marynistyki nie trawię, o tyle Urbańczyk, dzięki bezpretensjonalnemu i nie przeładowanemu fachowym słownictwem stylowi, wchodzi jak kluska w gęś. Facet dobre pół życia spędził samotnie w różnych łódkach (mniejszych lub większych) i o samotnej żegludze wie chyba wszystko.

      Usuń

O CZYM JEST TEN BLOG

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...