Na początku widok wielu łodzi przycumowanych wzdłuż kanałów Grand czy Royal wcale nie dziwi. Ot, postój, może nawet nocleg, każdy marynarz gdzieś musi odpocząć. Po chwili jednak widać, że to nie są zwykłe łodzie. To pływające domy należące do ludzi, którzy wybrali mieszkanie typu houseboat.
Łódź ma tę przewagę nad domem, że nie trzeba za nią płacić wysokiego czynszu nawet jak się cumuje na rogatkach Dublina. A jak przyjdzie komornik, to można po prostu odpłynąć z całym dobytkiem gdzieś do Shannon czy innego Clare. Dla niektórych takie rozwiązanie może być bardzo wygodne.
Woda w kanale prawie nie płynie, łodzie stoją nieruchomo, okna nisko nad ziemią, zupełnie jak na normalnym osiedlu. Tylko za oknem zamiast krów i owiec - ryby, czaple i chmary owadów.
Na takim pływającym osiedlu każdy domek jest inny.
Łodzie zacumowane w pobliżu tego samego mostu mają wspólny adres typu Hazelhatch Bridge, Co Kildare. Łódki mają swoje skrzynki pocztowe z własną nazwą lub numerem, mają swoje kosze na śmieci opróżniane przez służby co piątek (zielone kubły co drugi piątek) oraz anteny satelitarne.

Za cumowanie w określonym miejscu właściciele wnoszą opłatę do Waterways Ireland. W zamian mogą się podłączyć do prądu. Poza tym mogą się ogrzewać olejem i korzystać z dystrybutorów paliwa przy niektórych mostach. Na większe zakupy można skoczyć łodzią albo swoim samochodem, który czeka zaparkowany w pobliskich szuwarach.

Bardzo ważnym miejscem jest pub. Stoi kilka łodzi dalej, przy moście czyli na skrzyżowaniu starej drogi lądowej z drogą wodną. Pierwsze puby w takich miejscach pojawiły się już w czasach budowy kanałów.

Na łodziach mieszka się przez cały rok. Zimy nie są tu srogie, ogrzewanie i prąd jest. Wody do mycia pod dostatkiem. Kiedyś toalet nie było wcale i ludzie jakoś sobie radzili.

Bardzo ważnym miejscem jest pub. Stoi kilka łodzi dalej, przy moście czyli na skrzyżowaniu starej drogi lądowej z drogą wodną. Pierwsze puby w takich miejscach pojawiły się już w czasach budowy kanałów.
Na łodziach mieszka się przez cały rok. Zimy nie są tu srogie, ogrzewanie i prąd jest. Wody do mycia pod dostatkiem. Kiedyś toalet nie było wcale i ludzie jakoś sobie radzili.
Kwiaty w doniczkach i malunki na łodziach to kobiece akcenty. Dzieci nie ma, ale za to są psy - ktoś musi takiego domu pilnować.

Jak widać życie na łodziach nie obfituje w wygody i jest to chyba optymalna forma przetrwania dla kogoś, kto nie ma już innego wyjścia. Daleko tym irlandzkim domom do wygodnych barek na Sekwanie zamieszkałych przez tamtejszych artystów.

Jak widać życie na łodziach nie obfituje w wygody i jest to chyba optymalna forma przetrwania dla kogoś, kto nie ma już innego wyjścia. Daleko tym irlandzkim domom do wygodnych barek na Sekwanie zamieszkałych przez tamtejszych artystów.
Ale można też taką łódź potraktować turystycznie. W marinie w Castleknock wypożyczają całkiem przyzwoite łodzie z pięcioma łóżkami, toaletą, łazienką, kuchenką, ogrzewaniem, telewizją i instrukcją obsługi. Nie jest wymagany żaden patent sternika ani nawet karta pływacka.
To jakby ktoś szukał pomysłu na irlandzkie wakacje w deszczu i na wodzie :)












