Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyspy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyspy. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 czerwca 2014

Wyspa Skellig Michael

Miesiąc temu ogłosiłem wyprawę na jedną z najbardziej niedostępnych wysp Irlandii. Odzew był duży, ale ostatecznie pojechało 7 osób. Ryzyko było spore, bo wyspa jest trudno osiągalna, a info od mojego szypra było takie, że są szanse 50/50 że w ogóle wypłyniemy z Portmagee. Podjęliśmy decyzję i pojechaliśmy po przygody na zachód Irlandii. Ta wyprawa na pewno zostanie w naszej pamięci na dłuuugo.



Wyruszyliśmy z Dublina w sobotę rano. Plan zakładał zobaczenie kilku zacnych miejsc, załapanie się na zachód słońca nad oceanem i nocleg w dużym wygodnym domu przy plaży. Rano następnego dnia mieliśmy wsiąść na KUTER na SKELLIG MICHAEL. Póki co pogoda była taka, że najlepiej wychodziły zdjęcia czarno-białe.



Małe centrum dowodzenia było ładowane przez gniazdo zapalniczki w naszym vanie. Wszystkie te komórki, dżipiesy, kamerka nagrywająca trasę działały bez zarzutu. Było to niezłe wężowisko w wesołym autobusie.



Droga prowadziła najpierw autostradą, potem przez urokliwe miasteczka, a w końcu przez tereny bezludne porośnięte owcami.



Po zjechaniu z Gap of Dunloe kupiliśmy dwa worki drewna na NIECZYNNEJ stacji benzynowej i dotarliśmy do Atlantyku. W drodze na nocleg dokładnie o godzinie 21.20 na prośbę Thorgala zatrzymałem się na poboczu. Chwila oczekiwania na szparę w chmurach i oto po całym dniu chmur i czarno-białych zdjęć dostajemy zachód słońca w oceanie. W ciągu kilku minut wydarzyło się naprawdę wiele. Wspaniale było słuchać tej ciszy, kiedy każdy z nas stał osobno i patrzył na zniżającą się kulę. To było TO







Kilka minut później powitanie z naszą gospodynią Agnes O'Sullivan, zjazd do zatoki Kells i wielka uczta w wielkim domu. Drewno spaliliśmy w kominku bo okazało się że plaża w Kells Bay jest w remoncie :)

Rano o 7.30 dzwoni do mnie szyper. 
- Jesteście tu? 
- Tak, pół godziny od Portmagee
- To dobrze, o 10.00 płyniemy, jest pogoda.

A więc PŁYNIEMY! Na kutrze dowiadujemy się, że pogoda nie pozwalała na rejsy na Skelligi przez sześć ostatnich dni. No, mamy bardzo dużo szczęścia! 



Skellig Michael leży 12 km od lądu. Nasz kuter zbliża się do betonowego nabrzeża. Fala jest mała, każdy musi się chwycić drabinki i wejść na wyspę. Wspaniałe uczucie - pół dnia jazdy z Dublina, niepewna pogoda, kuter rybacki i oto jesteśmy na Wielkim Skelligu. Teraz tylko prawie 700 kamiennych schodków w górę aby zobaczyć średniowieczne opactwo oraz odległą Irlandię.


Mnisi, którzy założyli tu klasztor w VII wieku szukali bardzo odosobnionego miejsca i kiedy tak stoję pomiędzy kamiennymi krzyżami to myślę sobie, że wybrali bardzo dobrze. Ich mały cmentarz jest rzeźbiony przez wiatr i deszcz od ponad 1400 lat.



O historii kamiennych uli i opactwa na Skellig Michael nie będę się rozpisywał. Na szczęśliwców, którym udało się dostać na Skellig Michael czeka przewodnik z OPW, który obrazowo opowiada o spartańskich warunkach, w których żyli mnisi. Przewodnik jest tu świetnym rozwiązaniem, bo w czasie kiedy turyści ze wszystkich kutrów słuchają tych historii - można pospacerować po opactwie i nikt nie włazi w obiektyw.



Wszystkie kamienne "ule" w których mieszkali mnisi wybudowano z samych kamieni, bez żadnej zaprawy. Podobną metodą zbudowano mury i schody prowadzące na szczyt.

Wyspy Skellig to głównie stromizny i klify, malownicze okoliczności do robienia pamiątkowych zdjęć.

Po wcześniejszym obejrzeniu zdjęć w necie można być nieco rozczarowanym. W trosce o bezpieczeństwo zwiedzających niektóre ścieżki są zamknięte. Mimo to idziemy z Thorgalem kawałek dalej ale okazuje się, że robi się naprawdę stromo i groźnie. Potrzeba dużej wiary, żeby iść dalej tymi schodkami. Wracamy aby tu wrócić z lepszym wyposażeniem.



Kamienne chaty stanowią niezłe schronienie przed deszczem. Przewodnicy z OPW, którzy tu przyjeżdżają na dwutygodniowe zmiany mieszkają w blaszanych barakach.



Skellig Michael jest wpisany na listę UNESCO ze względu na zabytki, ale oprócz tego jest to miejsce, które upodobały sobie ptaki. Maskonury czyli puffiny gniazdują tu tylko przez kilka tygodni w roku. Spotkać je jest bardzo łatwo.







Okazji do robienia zdjęć miejscowym ptakom nie brakuje.





Po dwóch i pół godzinie schodzimy na dół, gdzie czeka już nasz szyper. Podczas gdy zwiedzaliśmy wyspę, nasz kuter bujał się na falach, załoga odpoczywała, jadła kanapki i cieszyła się, że wreszcie wpadł im jakiś pieniądz. Bilet na kuter kosztował nas 50 euro od głowy, ale dla nich to pierwszy dzień pracy od tygodnia. W drodze powrotnej na stały ląd popłyniemy obok małego Skelliga czyli wyspy Little Skellig.

Z bliska widać, że wyspa jest całkiem spora. W całości zasiedlona przez ptaki i - przepraszam bardzo - obsrana na biało i nieźle śmierdząca.



Do Portmagee docieramy po ponad godzinie bujania kutrem. Powrót jest długi, wszyscy jesteśmy zmęczeni, kamienne schody do średniowiecza, emocje, fale, spaliny diesla, słońce, wiatr i słona woda na twarzach... Po zejściu z kutra idziemy do pierwszego pubu na solidny posił i pakujemy się do vana. Przed nami 4,5 godziny jazdy do Dublina. Oj, warto było. Dziękuję Wam, takiej wyprawy się nie zapomina. Kolejne wyprawy przed nami. 



środa, 30 kwietnia 2014

Wyprawa na wyspę Skellig Michael

Organizuję wyprawę na jedną z niezwykłych wysp na zachodzie Irlandii. Skalista Skellig Michael została upatrzona przez chrześcijańskich mnichów w VI wieku jako mega odosobnione miejsce. Tam chcieli być sami, oderwani od świata, jak najbliżej Boga. Przez kilkaset lat żywili się ptasimi jajami, rybami i warzywami, które hodowali na wyrwanym skałom małym poletku za swoimi kamiennymi chatami w kształcie kamiennych uli. 


Jedziemy na wyprawę w sobotę 24 maja. W programie są wyjątkowe miejsca na Ring of Kerry spoza przewodników, zachód słońca przy wraku sunbeam, nocleg w wielkim komfortowym domu nad zatoką Kells Bay z małą oceaniczną plażą. Niewykluczone, że na plaży będzie też ognisko.  


W niedzielę kuter rybacki zabierze nas na wyspę Skellig Michael oddaloną od lądu o 12 kilometrów. Nie ma tam żadnego portu, z łódki trzeba wyskoczyć na nabrzeże. Na szczyt skały prowadzi 670 bardzo stromych stopni wyciętych w kamieniu 1400 lat temu. Ptasi rezerwat miniemy po drodze. Będą tam maskonury, które gniazdują na Skelligach tylko przez kilka tygodni w roku. Tę skalistą niedostępną wyspę, gdzie naprawdę mało kto zagląda wpisano na listę skarbów UNESCO. Jak nam poszła wyprawa dowiecie się za miesiąc. Osobiście lub na moich zdjęciach. Zapraszam na Skellig Michael! 






Jedzie 9 osób, zostały tylko 3 miejsca. Koszt wyprawy: 100 euro od osoby (w cenie jest przejazd, kuter i nocleg w domu nad oceanem i tradycyjny wiejski Irish Breakfast). 



Wszystkie zdjęcia pochodzą z netu. Moje fotki będą za miesiąc. Zapraszam na wyprawę! 

UWAGA: Wyprawa może zostać odwołana w piątek wieczorem, jeśli warunki pogodowe nie pozwolą na wejście na wyspę. 

O CZYM JEST TEN BLOG

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...