wtorek, 1 czerwca 2010

Zagadka okna

Okna otwierane na zewnątrz potrafią być prawdziwą zmorą w Irlandii, zwłaszcza kiedy zarosną brudem od strony ulicy i pora je umyć. Wielokrotnie słyszałem pytanie dlaczego w Irlandii i Anglii te cholerne okna nie otwierają się normalnie - do wewnątrz, tak jak w Polsce. Dziś rzucę nieco światła na to zagadnienie.
  wieś Kadzidło na Kurpiach
Zacznę od tego, że jakieś 200 lat temu okna otwierane na zewnątrz dominowały w budownictwie zarówno w całej Europie jak i reszcie świata. Nie są więc niczym nowym, ani tym bardziej nie są głupim wyspowym wynalazkiem. Były zawsze praktyczniejsze pod wieloma względami.
  wieś Kluki na Kaszubach
Przede wszystkim były bezpieczniejsze przy gorszej pogodzie – spływający po oknach deszcz nie leciał do izby, a wiejący wiatr dociskał okno do framugi, nie mógł go więc wepchnąć do środka. A w razie pożaru łatwiej było samodzielnie przez takie okno uciec z płonącego, drewnianego najczęściej domu.
  wieś Nowogród nad Narwią
Poza tym okno otwierane na zewnątrz pozwalało na lepsze wykorzystanie przestrzeni chałupy. Wietrząc dom można teraz pozostawić na parapecie książki i figurki, bez przesuwania firan ani podnoszenia rolet.
  wieś obok wsi Sanok
Dzięki zasłonom czy roletom można mieć w upalny dzień otwarte okno i jednocześnie cień w pokoju. Zabezpieczeniem przed przeciągiem jest banalny haczyk, a drugi przy drewnianej okiennicy.
  wieś Białowieża
Wszystkie okna na powyższych zdjęciach pochodzą ze skansenów i zamieszkanych domów w różnych miejscach Polski. Dawniej tak wyglądała każda polska chałupa i powinno to dać do myślenia wszystkim tym malkontentom, którzy uważają, że to ci wyspiarze wymyślili takie niepraktyczne okna, a my teraz mamy problem z ich umyciem.

Ludzie wymyślili okna na długo przed tym, zanim pojawił się pierwszy pokój na piętrze. Nikt nie zawracał sobie głowy tym, że za kilkadziesiąt lat łatwiej będzie umyć okna otwierające się do środka. Ważniejsze było to, żeby wichura nie wepchnęła okna do domu. Do takich właśnie okien konstruowano przez długie lata ościeżnice, zawiasy i klamki i tak też na Wyspach po prostu pozostało.
    
wieś Doolin w Irlandii, foto: Wojciech Blehm
Poza tym okna w domach wymyślono dużo wcześniej niż jakiekolwiek zawiasy i inne okucia. Tzw. okna zimowe wstawiano kiedyś w ramy tylko na chłodne okresy, bez możliwości ich otwierania, chałupę wietrzyło się tylko drzwiami. Kiedy robiło się ciepło – wyrywano po prostu z framug dwa blokujące gwoździe i potem okna czekały sobie kilka miesięcy na tyłach domu na kolejna zimę. To były bardzo stare dzieje, potem dopiero wynaleziono metalowe zawiasy.
  
Przez bardzo długi okres funkcjonowały z powodzeniem okna podwójne, otwierane jednocześnie na zewnątrz i do środka. Wzmocnione czasem okiennicami dawały dobrą ochronę przed zimnem i deszczem. Wraz z rozwojem stolarki okiennej i ogrzewania jedno okno można było wyeliminować. Zniknęło oczywiście okno wewnętrzne, żeby na parapecie można było postawić figurki i kwiatki. Poza tym „okno na świat” powinno otwierać się „na świat”, czyli na zewnątrz.
  
To dlaczego w Polsce „normalnie” otwiera się okna na zewnątrz? W malutkiej Europie przybywało wciąż ludzi, więc domy stawały się coraz wyższe i skonstruowanie okien otwieranych do środka było naturalną konsekwencją. Nawet na niższych piętrach nie było sensu pozostawiać okien otwieranych na zewnątrz, bo jak je niby otworzyć, skoro kraty chronią nas przed złodziejami? Na końcu Europy włamywacze chyba rzadziej się pojawiali, więc do dziś otwieramy nasze okna na zewnątrz nawet na parterze.
  
Większość ludzi na pozostałych kontynentach mieszka wciąż w niskich domach i stary typ okien ciągle dominuje na świecie, bo po co zmieniać to, co dobrze się sprawdza. Podobnie na Wielkiej Brytanii i w Irlandii ludzie mieszkają w większości w domkach z ogródkiem lub w niskich kamienicach. Przeciętny Irlandczyk odwiedzający Kraków czy Warszawę jest w szoku na widok 10-piętrowych bloków, wieżowców i biurowców ze szkła i stali. Potem wraca do siebie i podlewa kwiatki na oknie.
 

Osobną historią są okna otwierane do góry, których na Wyspach nie brakuje. Nie posiadają wielu zalet, nierzadko są zamalowane i w ogóle ich się nie otwiera. W razie grubszego remontu domu zazwyczaj są wymieniane na normalne, otwierane na zewnątrz. Podnoszenie takiego okna wiąże się z pewnym wysiłkiem, a opuszczenie nierzadko jest samowolne, stąd potoczna nazwa – gilotynki.
  
Spotkałem się z dwoma teoriami tłumaczącymi pojawienie się takich okien. Pierwsza rodem z USA wyjaśnia, że pojawiły się one w pierwszych drapaczach chmur, gdzie wiatry wiejące wzdłuż wysokich budynków wyrywały okna z zawiasów bez względu na to, w którą stronę się otwierały. Okna gilotynki ze swoją nadzwyczajną odpornością na przeciągi (brak zawiasów) spełniały swoją funkcję na tyle dobrze, że dostały role w kilku starych filmach oraz możliwość obracania się w poziomie, co doświadczalnie sprawdził aktor-kaskader Harold Lloyd.
 
Obecnie okna w wieżowcach najczęściej wcale się nie otwierają, a ucieczka w razie pożaru jest równie nierealna jak z małych domków na Wyspach z małymi lufcikami.
  
Druga teoria gilotynek jest angielska i wywodzi się ze zwykłego przecięcia na pół okna wstawianego tylko na zimę i podnoszeniu tej dolnej części wzdłuż zwykłych drewnianych prowadnic, bez użycia żadnych elementów metalowych. Taką przeróbkę mógł wykonać każdy sprytny angielski stolarz. W Polsce również takie okienka się zachowały, głównie na pocztach. W jednym starym filmie Ryszad Ochódzki usłyszał od pani w takim okienku: „Nie mogę tego wysłać! Nie ma takiego miasta Londyn!”. To był chyba film "Miś z Okienka" :)
 

1 komentarz:

  1. Świetny artykuł, dla kogoś, kto musi wybrać okna i nie wie, jakie, wart więcej niż złoto.

    OdpowiedzUsuń

O CZYM JEST TEN BLOG

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...