środa, 1 grudnia 2010

Zagadka pieczątki

Mógłbym ten wątek zatytułować „tajemnica zielonej pieczęci” ale po primo taki tytuł już wykorzystała Ożogowska Hanna a po drugie primo rzecz nie dotyczy tylko zielonej Irlandii ale całej strefy Common Travel Area czyli wyspowej krainy brytyjsko-irlandzkiej ze wszystkimi mniejszymi wyspami pośrodku i dookoła. Po trzecie primo będę się trzymał własnego cyklu irlandzkich zagadek.

Kiedy byłem małym chłopcem i miałem w Polsce własną firmę to pewnego dnia Najlepszy Operator Kraju uszczęśliwił mnie wiadomością, że za wierne płacenie rachunków przez dwa lata dostanę całkiem nowy nie śmigany telefon za 1 zł, po czym z telefonem wysłał kuriera pod adres, który miał w swoich komputerowych papierach. Telefonu owego wtenczas nie odebrałem od kuriera chociaż we własnej osobie otworzyłem mu drzwi. Pan Kurier zażądał ode mnie pieczątki bo w jego papierach musiało mu się wszystko zgadzać. Pieczątka moja tymczasem spoczywała w schowku na tzw. rękawiczki, czy pistolet jak wolą zwolennicy J. Bonda. A cały samochód ze wspomnianym wyżej schowkiem stał w warsztacie na drugim końcu miasta bo potrzebowaliśmy obaj od siebie odpocząć na jakiś tydzień. Telefon nie śmigany nie został mi wydany a kurier musiał przyjechać jeszcze raz, w związku z czym za mój nowy telefon za symboliczną złotówkę mój wspaniałomyślny operator zapłacił firmie kurierskiej podwójnie. A może zapłacił to zapłacił pan, pani, społeczeństwo….

Trochę wcześniej jako handlowiec wiszący godzinami na telefonie i próbujący różnymi sposobami umówić się z osobami decyzyjnymi w upatrzonych uprzednio firmach, które miały ode mnie coś kupić miałem jeden cel – podpisać kontrakt podstemplowany najlepiej w kilku miejscach, za co otrzymywałem sowite wynagrodzenie. W przypadku braku wspólnika, albo (przepraszam za wyrażenie) członka zarządu, który akurat przebywał gdzieś za granicą musiałem ja z kolei wrócić za tydzień, dwa, może trzy. W związku z czym moje wynagrodzenie przesuwało się mocno w czasie.

Miałem też okres bezrobocia, i ten czas owocnie spędzałem na chodzeniu po firmach i zbieraniu pieczątek jako znak, że mnie tam wcale nie chcą zatrudnić. Pieczątki musiałem zbierać, bo od tego zależała comiesięczna wypłata mojej kuroniówki. 

Po jakimś czasie znalazłem się w Irlandii, gdzie dowiedziałem się, że można żyć normalnie bez pieczątek. Zrozumiałem różnicę pomiędzy jednym krajem, gdzie kult pieczątki istnieje dzięki temu, że każdy kombinuje jak tu na boku dorobić, przekręcić, oszukać a krajem drugim, gdzie ludzie nie są przyzwyczajeni do krętactwa, matactwa i naciągactwa. 

W Wielkiej Brytanii i Irlandii pieczątki nie są obowiązkowe do dziś. Mam tu na myśli firmy, nie urzędy. Przedsiębiorca mały czy duży może tu wystawiać faktury, również VAT bez żadnej pieczątki, tylko z samym podpisem i również za granicą. O tym czy ma pieczątkę decyduje jego subiektywne odczucie, czy z pieczątką będzie czuł się lepiej, ważniej. Spotkałem się w tym po raz pierwszy pracując w irlandzkim supermarkecie, kiedy przyjmowałem dostawy i nie przybijałem żadnych pieczątek bo nikt tego ode mnie nie wymagał. Wystarczyło policzyć skrzynki z warzywami – we dwóch, a jak wiadomo co dwie głowy to nie jedna. Dostawcy się zgadzało, mnie też, podpis i wracamy do swoich zajęć. 

Kiedy sprzedawałem irlandzkie ubezpieczenia w tutejszych firmach, pracodawca kupując polisy dla swoich pracowników podpisywał się tylko w miejscach wskazanych przeze mnie palcem i to wystarczało, bo firma ubezpieczeniowa nie wymagała żadnych pieczątek. Nazwisko i to wszystko. Mogłem to znowu porównać z polskimi realiami, bo jako agent w Polsce nie mogłem do firmy wrócić bez pieczątki, bo taka umowa byłaby nieważna.

Znam przypadki, kiedy handlowcy w Polsce wymyślali sobie nowe kontrakty i pod nazwami nieistniejących firm przybijali pieczątki złożone własnoręcznie z zestawu „zrób to sam” kupionego w papierniczym sklepie. Niektórzy z nich wyjechali potem do Irlandii i tu dalej prowadzili swój proceder. Korzyści były lepsze, bo w euro. I było łatwiej, bo nie trzeba było podrabiać żadnych pieczątek. Historię najlepszego polskiego agenta w mojej firmie opisałem rok temu

Porzucając złodziejskie klimaty i kult pieczątek nadmienię, że dla uczciwych ludzi w Irlandii wystawianie dowodów zakupu czy sprzedaży bez konieczności szukania stempelków w schowku na rękawiczki nie jest niczym dziwnym, jest wygodne, naturalne i legalne. Przedsiębiorca nie ma obowiązku posiadania stempla, co więcej, nie musi zatrudniać księgowej. Może prowadzić swoją księgowość własnoręcznie bez obawy, że urząd skarbowy sprawdzi kiedyś, czy korzysta on z legalnego oprogramowania przeznaczonego do tego celu czy też nie. 

Większość małych i średnich firm (MIŚ) radzi sobie we własnym zakresie i gromadzi w coraz większych reklamówkach dowody zakupu i sprzedaży pozbawione żadnych pieczątek. Czas na rozliczenie to 3 lata, więc jak tych reklamówek nazbiera się za dużo, to szef idzie do księgowej, która to wszystko ogarnie w kilka godzin. Do urzędu skarbowego wysyła się zeznanie a skarbówka czyli Revenue rzadko kontroluje, bo w tym kraju kantowanie nie było w modzie, więc Revenue wychodzi z założenia, że lepiej dostać podatek z opóźnieniem niż wcale. 

Tytułem zaległości trzeba uregulować 105% należnego podatku za rok dwa roki wstecz – tak tu rozumieją karę za zwłokę. W materiałach informacyjnych Revenue jest powiedziane wyraźnie, że one skarbowe władze zakładają w góry naszą uczciwość: „We expect you to deal in an honest way with Revenue by returning the tax and duty which you are due to pay….” Zasada zaufania idzie więc z góry, obowiązuje wszystkich partnerów w interesach i nikt nie musi wymagać dodatkowego potwierdzenia w postaci pieczątki. Taki dziwny kraj… Z tego co pamiętam - w Polsce jako przedsiębiorca musiałem w urzędzie udowadniać swoją niewinność, bo na pewno mam jakieś nieczyste zamiary. Taki dziwny kraj…

A jak jest tu rozliczany przeciętny pracujący obywatel przez zwykły irlandzki urząd skarbowy w otoczeniu ogólnego domniemania u powszechnej uczciwości firm bez żadnych pieczątek pisałem dwa lata temu

Pieczątki są tu na porządku dziennym tylko w urzędach, chociaż też nie zawsze. Tłumaczenia polskich dokumentów rozwodowych czy świadectw pracy przyjmowane są w Social Welfare bardzo często bez pieczątek tłumaczy przysięgłych. Tu również zakładają, że ktoś kto to przetłumaczył – zrobił to uczciwie. Tłumaczyłem sprawy rożnych gości spod ciemnej gwiazdy na Gardzie (irlandzkiej policji) jako tłumacz z doskoku (czyt. wolontariusz) i potem ci goście trafiali do irlandzkich sądów na podstawie mojego tłumaczenia, bez żadnej pieczątki. Było to dla mnie pouczające doświadczenie

Ostatnio pewien Irlandczyk powiedział mi, że nie miał kasy na podatek drogowy (tax) i poszedł na Gardę, żeby poświadczyli mu, że auta nie używał przez dwa miesiące. Gliniarze nie żądali od niego dowodu naprawy (z pieczątką warsztatu), uwierzyli na słowo i poświadczyli, że facet nie używał samochodu (oczywiście nim jeździł, ale go nie złapali w tym czasie). Dostał na swoim druku POLICYJNĄ pieczątkę i uniknął dalszych kłopotów.
 

     

 
Żeby nie było za słodko z tym "niemaniem" pieczątek w Irlandii – irlandzki Ryanair przebił wszelkie warianty. Otóż pewien facet spoza Unii Europejskiej na lotnisku w Leeds (UK) dowiedział się, że na swoim bilecie do Dublina powinien mieć pieczątkę potwierdzającą brak pieczątki w paszporcie. Nie miał wizy, a potrzebną pieczątkę miała mu przystawić pani konduktorka piętro niżej ale się po nią nie upomniał, bo skąd niby miał wiedzieć. Pan z poza Unii poleciał do Dublina nazajutrz. Co zrobić, taki kraj.

1 komentarz:

  1. Zagadka pieczątki rozwiązana. Wystarczy zamówić na http://www.pieczatkioutlet.pl dowolny rodzaj, wielkość, w dowolnym kolorze tuszu. Pieczętujesz tanio online w 5 minut!

    OdpowiedzUsuń

O CZYM JEST TEN BLOG

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...