środa, 10 czerwca 2009

Zakłady sportowe - bukmacher

Bookmaker - bukmacher czyli to, co Irlandczycy lubią najbardziej (przed pójściem do pubu).

Pracujący i niepracujący z miast i wsi starają się zwiększyć swój dochód dzięki zakładom sportowym (bets). Czasem też pomniejszają, ale oni są tego świadomi i wcale się nie zrażają. Jak i na całym świecie – jak ktoś zaczął grać i coś wygrał, a do tego uważa, że zna się na piłce (koniach, psach, polityce), albo przynajmniej zna kogoś, kto się na tym zna, to trudno mu się powstrzymać w sytuacji, kiedy jest jasna sprawa, kto wygra. Na tym wygrywają głównie firmy bukmacherskie, o czym powszechnie wiadomo.

Mieszkańcy mają do wyboru wiele firm oferujących duże wygrane. Moją dzisiejszą wycieczkę ilustrują fotki z dwóch takich salonów.

  

Na monitorach głównie konie i przeważnie z torów brytyjskich. Przygotowanie do startu, rozmowy z dżokejami, właścicielami koni, sama gonitwa, powtórki, fotokomórka - kto pierwszy zerwał sznurka, powtórnie powtórki, tabele. Czasem na sąsiednich monitorach są cztery różne gonitwy w różnych fazach zaawansowania. 
 
  

W przeciętnym wiejskim bookmacherze jest około 30 monitorów. Wystarczająca ilość, żeby zorientować się, że człowiek mało zorientowany w temacie powinien zatrzymać swoje pieniądze dla żony, dzieci i siebie. No chyba, że się zna. Ja znam niestety tylko osoby, które stawiając 5 euro na 6 kolejnych meczów zabierają z kasy 50 euro, więc ograniczam się do robienia zdjęć. Bo znam też takich, co wygrali tylko raz, a płacą regularnie co tydzień.

  

Wyścigi psów są bardzo krótkie – idąc do automatu po kawę można je przegapić. Psy biegną tylko jedno okrążenie i nikt na nich nie siedzi, ale ponieważ są szybsze to hamują przez kolejne pół okrążenia i potem wyglądają jakoś niewyraźnie, jak wyjęte psu z gardła. Trudno zrobić im ostre zdjęcie.

  

Mecze piłki nożnej, rugby i futbolu irlandzkiego trwają za długo, nikt tyle czasu tu nie siedzi, bo krowy muczą i trzeba je wydoić, więc przez cały czas różnych monitorach są wyświetlane tylko tabele wyników. Swoje wyniki panowie zapisują na karteczkach, które potem w wiadomych sytuacjach rzucają na ziemię. Przez to zakłady bukmacherskie mają najbardziej zaśmiecone podłogi w mieście.
 
Zakład bukmacherski jest miejscem dość ciepłym i nie wymagającym typowego „hajhałarja” i "nobada nobada" przy wchodzeniu. Każdy gracz zapatrzony jest w swój kupon oraz w ekrany monitorów. Można popatrzeć w telewizory, napić się kawy, zagrzać się, porobić zdjęcia, porozmawiać z paniami zza kontuaru. Zresztą jedynymi paniami w tym miejscu. Można wejść i wyjść i nikt nie zauważy. 

  

Można się rozwalić na wygodnym do przesady fotelu, zapaść w drzemkę, obudzić się na wyścig psów, który trwa około 30 sekund, zalać się kawą, zerknąć w prawo i obejrzeć kawałek światowego snookera.

  

Przedmiotem zakładów są nie tylko konkurencje sportowe. Można stawiać na kandydatów w wyborach, na wyniki giełdy i gier liczbowych, w tym lotto (nie biorąc w lotto wcale udziału), można typować kto wygra najbliższy odcinek tańca na lodzie, kto zostanie człowiekiem roku, sportu i tak dalej. Zakłady bukmacherskie w tym mieście nie mają wywieszonych godzin otwarcia. Zainteresowani wiedzą, kiedy przyjść. Zawsze mogą obstawić coś przez Internet. Ewentualnie następnego dnia mogą przeczytać swój wynik w specjalnej gazecie wydawanej codziennie i wywieszanej jak ściana długa i szeroka (ta ściana bez monitorów).
 
Nie mogę nie wspomnieć o długopisach – szanująca się firma bukmacherska zamawia takie małe i cienkie „krótkopisy” - najczęściej w jednym kolorze i ze swoją nazwą, które ustawia na specjalnych podajnikach. Służą one oczywiście do skreślania, ale wynoszone są masowo i porzucane potem w wielu miejscach miasteczka. Dzięki temu pełnią również funkcję reklamową. Czego absolutnie nie zamierzam czynić niniejszym postem.

1 komentarz:

  1. Ogólnie na wyspach brytyjskicj i Irlandii jest ogromna liczba graczy. Bukmacherzy najwięcej przychodów mają z tych rynków.

    OdpowiedzUsuń

O CZYM JEST TEN BLOG

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...