Trzeci sezon "Wikingów" będzie się kręcił. Nad jeziorem Guinnessa czyli nad Lough Tay w Górach Wicklow powstaje znowu wioska, którą fani serialu dobrze znają. Nowe odcinki w TV już w 2015 roku. Nie mogę się doczekać.
Dla zabicia czasu - 11 godzin motywu przewodniego :) If I Had a Heart
Trzy siostry w górach Wicklow to wzgórza Seefin, Seefingan i Seahan. Ich przydomek pochodzi od wspólnej litery S jak "sister". Inna wspólną cechą tych wzgórz są megalityczne grobowce stojące na ich szczytach. Poza tym na wszystkich trzech szczytach umieściłem geoskrytki, żebyście łatwiej tam trafili. Warto tam pójść w pogodny dzień, aby popatrzeć na Dublin z góry oraz na Wicklow Mountains z lotu ptaka.
Wzgórza znajdują się na terenie bazy wojskowej i czasem widzę tam wielkie czerwone znaki informujące, że dziś jest dzień strzelania. Jeśli takich znaków nie ma, to można śmiało wchodzić.
Trasa, którą proponuję zaczyna się przy drodze R114, z której należy zjechać w lewo w drogę o czterocyfrowym numerze - drogę ostatniej kategorii. Trzy kilometry dalej można zacząć wędrówkę. Dobrze jest ze mieć sobą psy, ale warto uważać na wałęsające się po okolicy owce i mieć smycze w pogotowiu. Ostatnio znaleźliśmy uciekniętego psa kilometr dalej. Dzielnie w pojedynkę osaczył dwie owce i nie chciał się słuchać. Dalej niestety musiał pójść na smyczy.
Pierwsze wzgórze to Seahan z kamiennym grobowcem pokrytym trawą, markerem i widokami na Dublin Bay.
Geoskrytki wspomniane wcześniej to małe pudełeczka umieszczone np. pod kamieniami w różnych miejscach świata. Po więcej szczegółów zapraszam na mój wpis o geocachingu w Irlandii. Znawcy tematu mogą zaparkować w punkcie N 53°12.974 W 006°23.818 i iść na poszukiwania moich trzech skrytek.
Drugie wzgórze jest górą usypaną z kamieni, pod którą 4000 lat temu kogoś pochowano. Na wzgórzach grzebano wtedy miejscowych władców, żeby nawet po śmierci mieli oko na swoje włości.
Przejście do trzeciego wzgórza jest pełne emocji, bo akurat zaczęło lać. Robi się grząsko i nie wiemy, czy jeden z tych trzech piorunów, które odwiedzają Irlandię co roku nie walnie właśnie w nas.
Deszcz mija tak szybko jak się zaczął, kiedy docieramy do ostatniego grobowca. Tym razem w trzecim kurhanie usypanym z kamieni jest szpara, jakieś wejście.
Oczywiście ludzie 4 tysiące lat temu nie jedli tyle co my teraz, ale jednak udaje mi się przecisnąć do środka.
Do wnętrza grobowca prowadzi korytarz, na ścianach widzę megalityczne znaki i przedpotopowy mech.
Pora wracać, bo idzie kolejna chmura. Droga w dół przez wrzosowiska i jagodowiska do drogi ostatniej kategorii, gdzie jest zaparkowany samochód zajmuje około 40 minut.
Powrót do pierwszych świateł naszej cywilizacji to kolejne 20 minut.
Tekst i muzyka - Pendragon Zdjęcia - Pendragon Tłumaczenie własne Koncertowe wykonanie zespołu Pendragon TUTAJ
Malujemy obrazy z tysiąca możliwych ścieżek Szkicujemy naszą miłość, która ma trwać wiecznie Kreśląc wzory na niebie naszą różdżką wyobraźni Zamykamy oczy czując przypływy i odpływy.
Moje pudełko z farbami jest moją nadzieją Aby nowymi barwami pokryć bleknącą przeszłość Bogactwo kolorów jest szansą na nowe inspiracje Maluję ścieżkę, którą chcę iść w pełne energii życie.
Mamy swoje bagaże życia pełne własnych planów Podnieceni przyciskamy enter by poruszyć nasze serca i dłonie Wspinamy się wyżej, aby ujrzeć jak zielone niegdyśwzgórza Znikają z naszej pamięci.
Moje pudełko z farbami jest moją nadzieją Że uda mi się zamalować przeszłość nowymi obrazami A bogactwo kolorów inspiruje nowymi możliwościami Farbami maluję nam ścieżkę, którą chcę iść w nowe wspaniałe życie.
Tysiące nowych ścieżek i całkiem nowe obrazy Drżący szkic nowego życia z upragnioną miłością do końca Różdżką kreślimy urojone nadzieje Zamykamy oczy by nie czuć przypływów i odpływów.
A moje pudełko z farbami daje mi szansę Na pokrycie przeszłości nowymi obrazami Bogactwo kolorów daje mi nadzieję i inspirację Sam maluję ścieżkę, którę chcę iść w pełną życia przyszłość.
Brulionman to niezwykły globtroter, postać znana w Irlandii, w Kielcach i w eterze. Miałem ogromną przyjemność spędzić z nim kilka godzin w dziczy Gór Wicklow. Poznaliśmy się na jakiejś stacji benzynowej koło Shankill. Przemierzyliśmy razem prawie 20 km przez lasy, bagna i Góry Wicklow - szlakiem i poza szlakiem rozmawiając jakbyśmy się znali od dawna.
Zanim weszliśmy w góry minęliśmy stary krzyż celtycki, komin starej cegielni z kręconymi schodami i tajemne tunele w starej kopalni. Pogoda sprzyjała, widzieliśmy nadmorskie wioski w słońcu i góry w deszczu. Znaleźliśmy kilka geoskrytek i ruszyliśmy dalej.
Na męskich rozmowach minęła nam droga na The Scalp. Po drodze widzieliśmy sokoły z młodymi krążące nad głowami, odkrywaliśmy nowe zapachy i bawiliśmy się słowami. Zdobywaliśmy kolejne wzgórza i czerpaliśmy pełnymi garściami z pięknego dnia.
Niektórzy mogą pomyśleć, że Bartosz jest podobny do Bono, ale on sam te pogłoski dementuje. Najwyżej jest podobny do młodego Bono, ale to i tak przez te okulary szczęścia. Zresztą jest trochę starszy od młodego Bono.
Jesteśmy po sesji foto komórką na fejsbuczka. Bartosz opowiada mi o dawnych czasach spędzonych w Radiu Fama. Jeśli ktoś jest ze świętokrzyskiego to go rozpozna. Radiowe hasło RADIO FAMA to właśnie głos Bartosza. Leci w kielecki eter od 15 lat. Nawet mu za to nie zapłacili.
Brulionmana i jego głosu można posłuchać w audycji Radia Kielce o Irlandii. Polecam posłuchać, podpisuję się pod każdym słowem Brulionmana. AUDYCJA(półtorej godziny, naprawdę warto). Rozmawialiśmy też trochę o kobietach... i ich przewrotnej naturze...
Bartosz ma swoją stronę w sieci. Jest wyraźnie tematyczna, traktuje "o fazach księżyca, ruchach tektonicznych płyt w Ameryce Łacińskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w kształcie wielkiej pochwy przy głównym skrzyżowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonię, o układach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o pętli histerezy", podoba mi się to szerokie spektrum zainteresowań...
Pora ruszać z drogę. Życie stygnie. Wkrótce relacje z naszych ekstremalnych wypraw po Irlandii. Tylko sobie kupię takie ciuchy jak Bartosz, bo przy nim wyglądam jak wieśniak z Dublina :)
Na spalenie świątecznych kalorii wybrałem się z psami w niezawodne góry Wicklow. Na cel poszła góra, na którą nie prowadzi żaden szlak (ale jest tam geoskrytka wraz z informacjami jak trafić). Góra nazywa się Mullaghcleevaun East Top.
To jeden z tych dni, kiedy w samo południe cień człowieka jest dłuższy od samego człowieka. Choinki przydrożne ozdobione bombkami to tutaj w Wicklow częsty widok. Taka jakaś świąteczna atmosfera się robi w tych surowych pejzażach, nieprawdaż?
Zdobycie pagórka, z którego można robić zdjęcia na fejbuczka to pół godzinki. Poszliśmy jednak dalej, bo w pobliżu była druga co do wielkości góra Wicklow (849 metrów). Pogoda sprzyjała, chmury czekały za horyzontem, wiatr ustał na kilka godzin. Lód pomagał iść po zazwyczaj mokrych wrzosowiskach, torfowiskach i bagnach.
Na samym szczycie zrobiło się całkiem zimowo, wiatr, mróz a nawet zamarznięty wiatr zamknięty na źdźbłach traw i kamieniach. Powrót okraszony był niepewnością, czy zdążymy zejść przed zmrokiem, bo teren tu niepewny a samochodu nie widać. Drogi Old Military Road już od dawna nie było widać.
Bilans spaceru - góra zdobyta, nowe buty do trekingu sprawdzone również na bagnie (od góry jednak się nalewa), 4 godziny i ponad 2000 spalonych kalorii (jak rzecze moje Endomondo). Psy spały jak zabite. Padać i wiać zaczęło dopiero kilka godzin później i wciąż wieje.